wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 12





Ona.


Wraz z Klaudią wróciłyśmy od naszych kochanych dziadków z Krakowa. Nie brałyśmy ze sobą facetów, bo to miał być taki babski wypad. Tak czy siak, chłopaki co chwilę do nas dzwonili i pytali się czy wszystko okej. Doprowadzali nas tym do jasnej gorączki, jak to faceci.
Nasza babcia jest wspaniała. Kobieta ma 70 lat, a dalej świetnie się trzyma. Jedzenie nadal jest tak przepyszne jak kiedyś. Tak samo dziadek, który zachowuje się prawie jak nastolatek. 
Przyjechali również Rodzice Klaudii. No i wtedy zaczęła się kłótnia, gdyż moi wujkowie nie mogli zrozumieć czemu Fabi nie przyjechał z Klaudią. Przecież, dla nich to było nie do pomyślenia, aby ona jeździła na święta do rodziny bez narzeczonego. Ale jak to mówię "Life is brutal, maleńka!". 
Kolację spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze, także nie ma na co narzekać. Prezenty, czyli jak dla mnie najmniej ważna rzecz, też były wspaniałe i trafione. Dziadkowie, nie chcieli abyśmy z Klaudią wracały o tej porze do domu, więc nocowałyśmy u nich. Mogłyśmy jeszcze jechać do wujków, ale ja lepiej czułam się dziadków. Nie żeby coś, no ale...
Na następny dzień wróciłyśmy do Warszawy i mój chłopak (dziwnie to brzmi) zadał mi pytanie.
-Kochanie, idziesz ze mną na Sylwestra?
-A mam inny wybór?- pytam z nadzieją.
-Nie.
-No właśnie, to co się głupawo pytasz.
-Czyli się zgadzasz?
-Raczej nie inaczej.- miałaś powiedzieć nie! Déjà vu, idź w cholerę!



Zaś jak głupia zgodziłam się na pojechanie gdzieś z Łukaszem. Tyle że tym razem to Sylwester z jego znajomymi. Tyle dobrze, że Klaudia wraz z Fabim będą, bo inaczej coś bym sobie zrobiła. Cholera jasna, czemu ja nie jestem asertywna? A tym bardziej przy Kadziewiczu? To ludzkie pojęcie przechodzi...

Mam mało czasu, bo oczywiście musiałam być an zakupach z Łukaszem. Fajnie, że wszystko mi funduje, ale sama też sobie umiem coś kupić. Wcisnęłam się we wcześniej zakupioną sukienkę i do tego buty również zafundowane, przez pana siatkarza.

Czasu coraz mniej, a ja nadal nie jestem gotowa. Latam po domu jak głupia, byleby wyrobić się w czasie. Z włosami praktycznie nic nie robiłam, tylko spięłam. Z makijażem się trochę na męczyłam, ale efekt mi się podoba. W sumie jestem już gotowa, teraz tylko czekam na Łukasza. Po jakimś czasie zjawia się w domu i wita mnie namiętny pocałunkiem.

- Ślicznotka z ciebie, nie wiem czy wiesz?

- Uświadamiasz mi to codziennie.

- Mam tylko takie jedno pytanko... czy ta sukienka nie jest zbyt krótka?

- Pieprz się.

- Z tobą zawsze.- odpowiada z uśmiechem na twarzy. Idziemy do taksówki, która podwozi nas do wyznaczonego klubu. Kiedy wchodzimy do niego widzimy już gromadkę siatkarzy, którzy przyszli świętować Nowy Rok. Sama znane twarze. Mój entuzjazm jest porównywalny do zachwytu, gdy ogłaszają kolejny odcinek „Mody na sukces”.

Widzę Fabiana z Klaudią, czyli jest okej. Potem Paweł wraz ze swoją żoną. Wszyscy przedstawiają się mojej osobie, a ja im również. O godzinie 22.30 po wypiciu kilku głębszych zaczyna się zabawa. W obroty bierze mnie Krzysiek Wierzbowski. Chłopak ma smykałkę do tańca... albo po prostu po wypiciu trunku umie się zabawić. Cholera wie, ważne że fajnie się z nim tańczy. Potem tańczę z Pawłem, którym już rzygam. Cały czas ze mną gada, zamiast interesować się swoją żoną. Jednakże wkurzyłam się i zwróciłam mu uwagę, a dokładniej mówiąc „Obok ciebie siedzi twoja żona, a ty gadasz z dziwką. Tak dalej Paweł!”. Jego żona- Kasia- zaczęła się śmiać i mówiła, abym tak surowo siebie nie oceniała. Ciekawe co by powiedziała, gdyby znała prawdę...

Po jakimś czasie wszyscy zaczęliśmy się zbierać na dworze. Odliczaliśmy sekundy do Nowego Roku. Kiedy wybiła godzina 0:00 na niebie rozbłysły się różnorodne fajerwerki.

- Kocham cię, Marcelina.- usłyszałam przy moim uchu. Obróciłam się do Kadziewicza i wpiłam się w jego usta.

- Ja ciebie też.

- To się cieszę.- usłyszałam w odpowiedzi i wtuliłam się w niego. Potem podeszli do nas Klaudia z Drzyzgą. Życzyli nam wszystkiego co najlepsze, my im też. Jednakże ja zrobiłam coś czego nigdy w życiu nie uczyniłabym.

- Fabian, nie przepadamy za sobą, ale chcę żeby w tym roku między nami była sztama. I żeby ciągnęło to się przez całe życie. To jak?- wyciągnęłam do niego dłoń,a on mnie przytulił. Po chwili skradł mi całusa w policzek.

- Sztama.



Bawiliśmy się w tym klubie do dobrej 4 nad ranem. Ekipa z którą tam byliśmy była nieziemska. Zresztą inni goście w tym klubie także byli wspaniali. Podeszli do nas, zagadali i spędzali z nami czas. To był chyba najbardziej udany Sylwester w moim życiu. Tak jak sobie obiecywała, nie piłam. Byłam w miarę trzeźwa, więc pojechałam do mieszkania Kadziewicza. Dlaczego, zapytacie. Otóż pan siatkarz był za przeproszeniem tak najebany, że na nogach nie umiał ustać. A ja biedna Marcelinka mu pomogłam, bo cóż mogłam uczynić? Na pastwę losu go chyba nie zostawię, co nie?

-Kotku, kochaj się ze mną. Proszę.

-Z pijakami nie śpię.- ściągam z Łukasza marynarkę i wszystko po kolei. Zostawiam go tylko w bokserkach i ciągnę do sypialni.

-Ale czemu, dzióbku. Przecież ja cię tak kocham...

-Kadziewicz, nie wkurzaj mnie tylko idź spać.- mówię spokojnie. Jednak mam na niego wielką ochotę, ale z alkoholikiem nie sypiam, przykro mi.

-A będziesz przy mnie?

-Cały czas, tylko błagam idź spać.

-To połóż się koło mnie, bo nie zasnę...

-Dasz mi się rozebrać?

-Nie. Sam cię rozbiorę.- już wstaję z łóżka i chwiejnym krokiem do mnie podchodzi. Odpycham go, a on zaś ląduje na łóżku.

-Sama sobie poradzę. Idź spać.

-Marcela...

-Czego?!- krzyczę, a on jak małe dziecko skula się. Aha. Fajnie.- Idź spać, albo już nigdy nie będzie seksu, jasne?

-Mhm.- odpowiada i kładzie się na poduszce, po czym zasypia. W spokoju mogę zadzwonić do mojej kuzynki, gdyż jej narzeczony też najebał się w trzy dupy... i to są niby sportowcy.

-Klauduś, żyjesz

-Ja tak, ale Fabian umiera...

-Czemu?

-Za dużo procentów we krwi.

-Normalka. Ale dałaś radę go donieść na górę?

-Tak, dałam. Tyle, że cały czas wygadywał mi jakieś brednie... co alkohol robi z człowiekiem.

-Wiem coś o tym.- sama byłam w takiej sytuacji,a el to tylko szczegół. Nie musisz o tym wiedzieć, kuzynko.- Łukasz też wygadywał głupstwa. Taki typ człowieka...

-Chyba, że dodali coś do tych wódek.

-Może, może. Dobra ja idę spać, do dzisiaj.- Klaudia się zaśmiała.

-Pa śpiochu.- rozłączyłam się, po czym położyłam się na łóżku w sypialni Łukasza. On już smacznie chrapał, a ja nie umiałam zasnąć. Leżałam, a powieki ani trochę nie drgnęły. Przytuliłam się do Kadziewicza i od razu odleciałam. Magia!


~*~*~
Eloelo, trzy dwa zero! 
Maniek, jak zwykle nie umie dodać rozdziału na czas. Ale ja wszystko zwalam na moich znajomych, którzy zabierają mi cenny czas! Wszyscy wraz ze mną mają wakacje. Więc mnie częściej w domu nie ma niż jestem. ;3 Ale tak czy inaczej oddaje wam dupiaty rozdział. Dzisiaj bez Kadzia, bo wena ucieka, ale mijemy nadzieje, że powróci. ;]
Chciałabym również poinformować, że na Add me wings pojawił się nowy rozdzał i ja osobiście, serdecznie was na niego zapraszam, bo dzieje się ;D
Pozdrawiam, Maniek. Yoł!
A teraz ponownie idę topić smutki w lodach po przegranej naszych chłopców. :c Niech ten Egipski sędzie wypierdziela liczyć piasek na pustyni! 

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 11


On

Dzień za dniem mija. Mecz za meczem kończy się albo wygraną, albo porażką. Na dworze coraz bardziej daje się we znaki zimowy klimat, o świątecznym już nie wspominając, bo chyba na każdej ulicy świecą już świąteczne lampki, a centrum zawalone jest choinkami na sprzedaż. Kieruję się właśnie tam, by jedno drzewko zakupić. Nie będzie ono jednak stać u mnie w salonie, a u Marceliny, bo to właśnie ma być ta jedna z wielu niespodzianek. Kupuję jeszcze jakieś bombki, bo nie wiem, czy ma coś takiego w mieszkaniu.

Godzinę później jestem już pod jej klatką. Moja walizka czeka już w bagażniku, gdzie również za chwilę dołączy też i Twoja, ale najpierw drzewko bożonarodzeniowe. Chwytam je, zamykam samochód i udaję się pod odpowiednie drzwi. Pukam, a już po chwili drzwi się otwierają.

- Łukasz... Co to jest? - wskazujesz na drzewko. Odpowiadam, że to choinka, a ty nadal stoisz z wybałuszonymi oczami. Łapię cię za rękę i wprowadzam do salonu, uprzednio zamykając drzwi. - Ale Łukasz, po co mi choinka, skoro mamy jechać do Twoich rodziców?
- Po ty, byś poczuła się tutaj, tak jak w prawdziwym domu, a nie tylko czterech ścianach, które nic nie znaczą, a tylko zapewniają schronienie. Zapraszam do zabawy...

Dwie godziny później jesteśmy już w drodze do Dobrego Miasta. Choinka wyszła nam chyba nawet ładnie, ale to już zasługa Marceli, bo to ona kierowała moimi rękoma, siedząc mi na plecach. Dobrze, że chociaż spakowała się wcześniej, bo za dużo czasu byśmy stracili. Teraz śpi. Tak słodko, naturalnie, delikatnie... Tak jakby była z porcelany, która kosztuje krocie, a najdrobniejszy ruch może spowodować jej roztrzaskanie.  Taka właśnie jesteś Marcelino. Z pozoru twarda jak kamień, a w środku krucha jak suchy piasek pozbawiony wilgoci.

- Marcelina... Kotek, budzimy się - mówię po zaparkowaniu samochodu na zaśnieżonym podjeździe obok domu. Czyli już wiem, co będą robił wieczorem - Kotek wyskakuj, ja wyjmuję już walizki. Odpowiadasz tylko cichym "yhm", lecz nadal siedzisz w pojeździe. Podchodzę do Ciebie i patrzę w te Twoje ciemne oczy, które sprawiają wrażanie zagubionych - Będzie dobrze. Moi rodzice na pewno będą szczęśliwi, że wreszcie Cię poznają.
- Mam taką nadzieję - chwytasz mnie ufnie za ręką i powoli zmierzasz ze swoim bagażem do drzwi.
- Dzieci, na reszcie jesteście - podbiega do nas moja mama i od razu łapię z Tobą kontakt.

Rodzice są zauroczeni Zasiewską... Zasiewską...nie to nie możliwe... 

Po objedzie mama porywa Cię do kuchni pod pretekstem pomocy w przygotowaniu jutrzejszej kolacji Wigilijnej, lecz wiem, że za pewne będzie chciała Cię o wszystko wypytać. Ja ubrany w dresy, ciepłą kurtkę i buty odśnieżam z tatą podjazd.

- Musisz ją bardzo kochać, prawda synu? - nie odpowiadam  tylko kiwam głową, robiąc sobie drobną przerwę - Chyba nawet bardziej niż Gosię, jak się pobieraliście... Marcelina to na prawdę bardzo miła, ciepła i otwarta dziewczyna. Nie wiem czy zasługujesz na nią...
- Tato, proszę...
- Daj mi dokończyć... Łukasz, synku, proszę nie zepsuj tego po raz drugi.
- Tato o czym ty mówisz? - nie mam pojęcia, co oznaczają te słowa. Skąd mam niby wiedzieć, o co mu chodzi?
- O niczym synku... Walcz o nią za wszelką cenę, bo taka dziewczyna nie trafia się kilka razy w życiu, chyba, że działa wtedy przeznaczenie, które wie lepiej, co jet człowiekowi potrzebne.

Nic już nie rozumiem. Jakie przeznaczenie? Jakie nie zasługujesz? Jaka druga szansa? Przecież ja się tylko zakochałem...

Kolacja mija w podobnej atmosferze, co obiad, tyle tylko, że ja się nie udzielam. Siedzę sobie tylko i od czasu do czasu coś zjem. Cały czas myślę o tych słowach taty i kompletnie nie wiem, co one mogą znaczyć.

- Dzieci, pościeliłam Wam razem u Łukaszka w pokoju. 
- To ja dziękuję już. Pójdę wziąć kąpiel. Dobranoc państwu... - mówisz i wstajesz od stołu

Następne sekundy, potem minuty, aż w końcu godzina, przez którą nie myślę o niczym innym, niż o Tobie i słowach taty, ciągną się w nieskończoność. Te myśli nie odpuszczają nawet pod prysznicem, który bardzo szybko kończę i kładę się już w łóżku.  Nic nie pomaga. Te cholerne słowa.

Wreszcie wchodzisz do pokoju przebrana piżamę i kładziesz się obok mnie. Twoje włosy są jeszcze lekko wilgotne, ale takie pachnące, miłe w dotyku, takie delikatne. Przysuwasz się, a ja odwracam się w Twoją stronę i patrzę Ci prosto w oczy. Mimo że w pokoju panuje prawie całkowity mrok, a jedynym oświetleniem jest lampa uliczna, widzę, że znajdują się w nich takie małe dwa ogniki, których jeszcze dwa miesiące temu nie było.

- Kocham Cię skarbie - lekko dotykam Twoich ust. Po chwili przysuwasz się jeszcze bliżej i oboje zasypiamy.


Ona

Wigilia... Czas radości, spędzany zazwyczaj w rodzinnych stronach w miłym i przyjaznym towarzystwie. Jedno z najważniejszych świat w kalendarzu dla każdego Polaka, katolika, czy nawet  człowieka niewierzącego w Boga. Po prostu czas wolny, wyjątkowy, który chciałoby się, żeby trwał dłużej, lecz niestety jest inaczej.

Taka jest definicja Wigilii dla statystycznego człowieka, lecz nie dla mnie. Ja odczuwam to święto jako pustkę, samotność, smutek, wieki ból... Szósta rocznica śmierci moich rodziców, a dla mnie ten czas nadal nie jest radosny. Może to dla tego, że do tej pory nie było przy mnie kogoś, kto potrafiłby mnie w tym dniu uszczęśliwić. Może to właśnie o to w tym wszystkim chodzi?

Od rana miałam ogrom prac zleconych przez mamę Łukasza. Dziwię się jej, jak i panu  Najpierw pieczenie sernika. Trzeba było się jednak nie chwalić wczoraj przy kolacji. Następnie przygotowanie stołu na kolację, a teraz, już razem z Łukaszem, który prawie cały poranek spędził na dworze, ubieranie choinki. Chyba mamy już wprawę, bo robimy to już drugi raz razem, a następne drzewko wygląda wspaniale. 

- Dzieci, jak wy pięknie razem wyglądacie pod tą jemiołą - oboje unosimy  głowy do góry i rzeczywiście stoimy pod świątecznym symbolem miłości - Wypada się chyba teraz ładnie pocałować - Twoja mama nie daje za wygraną.
- Mamo, pozwól, że pocałuję moją dziewczynę w moim pokoju, jak się szykować do kolacji będziemy - uśmiechasz się do wszystkich i chwytając mnie za rękę, ciągniesz na górę.
- Tylko się nie spóźnijcie, bo o siedemnastej przyjeżdżają dziadkowie... - krzyczy Twój tato, ale ty nie zwracasz na to uwagi.

Gdy tylko zamykasz drzwi na klucz, od razu dopadasz do moich ust. Nie jesteś porywczy, tylko z delikatnością je całujesz, gładzą moje plecy. Czyżbyś się czegoś bał? Jeszcze nigdy tak mocno mnie nie tuliłeś... Jeszcze nigdy nie całowałeś z takim smutkiem w oczach, jakbyś miał mnie zaraz stracić... Ale przecież to ja o tym decyduję, nie ty... Ty masz tylko mnie nie rozpoznać.

- Marcelina, obiecaj mi coś, proszę - mówisz błagalnym głosem.
- Ale co mam ci obiecać? - pytam, bo kompletnie nie wiem o co ci chodzi.
- Obiecaj mi, że zawsze będzie mówić mi prawdę - tylko czy ja jestem prawdę, czy tylko Twoim złudzeniem ideału?
- Obiecuję- nie wiem, jak mogłam to powiedzieć... Nie mogę przecież teraz kłamać.
- Dziękuję - opierasz swoje czoło o moje i patrzysz w oczy - Wiem, że no to, co teraz powiem, może być za wcześnie, ale czuję, że cholernie Cię kocham... Że stajesz się najważniejsza...

Wypadało by odpowiedzieć to samo, ale przecież obiecałam ci, że nie będę Cię okłamywać, więc co mam powiedzieć? Nie mogę powiedzieć, że nic do ciebie nie czuję, bo to strasznie Cię zrani, nie mogę również powiedzieć, że dzięki Tobie żyję... Więc co mam odpowiedzieć?

- Łukasz, proszę nie wymagaj ode mnie deklaracji... Ja jeszcze tego nie wiem, ale czuję, że też zaczynam coś do Ciebie czuć... - mówię bez przekonania.

Zaczynam, czy to wszystko co działo się kilkanaście lat temu, czyli moje uczucia do ciebie zaczynają się odradzać? Czy to możliwe, że mogę Cię jeszcze kochać, ale jako tego chłopaka z przeszłości? Przecież ja Cię nienawidziłam... Właśnie... to było w czasie przeszłym. Teraz jest inaczej.

- Łukasz ja... ja chyba jednak cię kocham... - wypowiadam te słowa, i czuję, że są one w całej pewności prawdą - Kocham cię - teraz to ja łapczywie rzucam się na ciebie.
- Jestem głupkiem, który wreszcie znalazł drugą połowę siebie...

Godzinę później schodzimy już na dół do salonu. Ty ubrany w chyba najlepszy garniak, jaki masz i ja ubrana w sukienkę i wysokie szpilki, dzięki którym choć trochę mogę dorównać ci wzrostem, że spokojnie mogę patrzeć Ci prosto w oczy. Gdy jesteśmy już na dole, rozbrzmiewa dzwonek do drzwi, a Ty idziesz je otworzyć.

- Łukaszku, jakiś ty duży. Schyl się, żebym cię tu ucałować mogła - to jego babcia, którą przecież już kiedyś poznałam - O widzę, że ty nie sam... Jadwiga Kadziewicz, miło mi Cię drogie dziecko poznać - podaje mi rękę i mocno mnie przytula, jak tylko lekko uginam kolana.
- Marcelina Zasiewska, mi również - tak samo witam się również z Twoim dziadkiem Marianem.

Do Twojego rodzinnego domu przybywają również inni członkowie rodziny, jak siostra z mężem Twojej mamy, dziadkowie ze strony mamy oraz brat Twojego taty z rodziną. Wszyscy są szczęśliwi, radośni, że i mi udziela się ta atmosfera. Każdy z nas dostaję opłatek i zaczynają się życzenia.

- Marcyś, ja życzę Ci tylko, żebyś już na zawsze była szczęśliwa i żebym w Twoich oczach nadal mógł widzieć te dwa ogniki, które tak zawzięcie świecą - mówisz mi na ucho i składasz pocałunek na ustach.

Przy stole siedzimy obok siebie. Każdy z gości zachwala kuchnię Twojej Mamy oraz mój sernik. Każdy z gości próbuje każdej z dwunastu potraw. Na chwilę wychodzisz gdzieś zostawiając mnie samą. Po chwili jesteś już s powrotem, ale nie jesteś sobą... Jesteś Świętym Mikołajem. Dzieciaki mają ogromną frajdę, a ja nie mogę wytrzymać ze śmiechu, słuchając, jak próbujesz zmieniać głos... Marny z Ciebie aktor, ale za to świetny siatkarz.

- Pan Łukasz Kadziewicz to tutaj? - pytasz się, a dzieci ci odpowiadają - To poproszę do mnie jego dziewczynę - wskazujesz na mnie - Czy Łukasz był grzeczny? - pytasz, gdy siedzę już na Twoich kolanach na fotelu przy kominku.
- Oczywiście, drogi Mikołaju. Łukasz to przecież istny aniołek - śmieję się.
- To masz dziecko ten jego prezent, jak i swój, tylko pocałuj tu pięknie Mikołaja w policzek - wykonuję Twoje polecenie - A teraz Chodź ze mną drogie dziecko, odprowadzisz mnie do moich sani, które zostawiłem za dworze - ciągniesz mnie za sobą, chwytając nasze płaszcze, do drzwi, a potem do garażu.
- Więc Święty Mikołaju, tutaj są te Twoje sanie - podchodzę zalotnie do ciebie, gdy zdejmujesz przebranie i chwilowo jesteś tylko w spodniach i charakterystycznej czapce - Przystojny jest pan, panie Święty - całuję Cię lekko w klatkę piersiową.
- A nawet panienka nie wie, jaką piękną dziewczynę ma ten Święty - śmiejesz się - Wysoka, szczupła, z długimi nogami i pięknymi oczami, które świecą... Kocham cię - teraz to ty mnie całujesz - Wracajmy, bo jeszcze pomyślą, że Mikołaj Cię porwał.

Ubierasz się w koszulę, a ja pomagam wiązać ci od nowa krawat. Od zawsze nie umiałeś tego robić i nadal się nie nauczyłeś. Zakładamy nasze płaszcze i wchodzimy do domu. Wszystkim mówimy, że gdy Mikołaj już odleciał, ty wróciłeś z kotłowni i tak się spotkaliśmy. O północy stoimy oboje już w kościele. Tulisz się do moich pleców, ogrzewając je, a mi jest, tak strasznie przyjemnie... Tak jakby to już na zawsze miało być moje miejsce... Moje miejsce przy Tobie...


~*~*~
No i znowu jestem ja :)
Przepraszam, że tak jakoś długo mi to wyszło, ale jak jest wena, to trzeba korzystać, a nie chciałam rozbijać świąt na dwa rozdziały, bo to nie będzie kolejna "Moda na sukces", tylko krótka historia, która nie ma nic wspólnego z życiem rzeczywistym. 
Wiem, że nie za bardzo teraz pasuje Boże Narodzenie, ale pomysł na opowiadanie zrodził się w naszych głowach w marcu, a czekać na początek publikowania nie mogłyśmy do listopada, żeby akurat wypadło. Przepraszamy, jak coś :)
Zapraszam również na 19 rozdział na Add me wings, gdzie trochę poplątałam chyba :)
Wszelkie zaległości postaram się uzupełnić jutro, a w zasadzie to już dziś :D i przez cały następny tydzień, bo wreszcie mi się trochę zluzuje i będę mieć więcej czasu.
Pozdrawiam, 
Dzuzeppe :*


niedziela, 9 czerwca 2013

Rzodział 10


-Siemano Fabi!- krzyczę do ucha siatkarzowi. Ten podskakuje i patrzy się na mnie z mordem w oczach.
-Co ty taka w skowronkach?
-Może powiesz przynajmniej cześć. Wtedy będę się lepiej czuć.
-Cześć, pasuje?
-Jak najbardziej.
-To co ty jesteś taka szczęśliwa, hę?
-Na zakupach byłyśmy, więc się nie dziw.- odpowiada za mnie Klaudia i ciągnie mnie do sypialni.
-A co kupiłyście?- pyta Drzyzga opierając się o futrynę drzwi. Klauduchna bierze ode mnie torbę z zakupami i wyciąga z niej sukienkę
-To będzie jej sukienka na nasze wesele! Co o niej sądzisz?
-Ładna, naprawdę ładna. Ale jakoś Marceli w niej nie widzę...
-Ona i tak jeszcze z dziesięć razy zmieni zdanie.
-I tak nie wydaje mi się, że Marcelina wygląda w niej jakoś szałowo...
-Dawaj ją.- wyrwałam sukienkę z rąk mojej siostry i poszłam się w nią przebrać. Po powrocie z łazienki pokazałam się narzeczonym w tej sukience. Oboje zachwycali się moją figurą i wyglądem. Potem przebrałam się w normalne ciuchy i poszłam całej naszej trójcy zrobić kawę. W międzyczasie dostałą wiadomość od Łukasza, aby dzisiaj się spotkać. Przyjedzie po mnie o godzinie 19.00 i ma dla mnie niespodziankę. Ciekawe co to takiego...
-Słuchasz mnie?- przed oczami miga mi dłoń Fabiana.- Co ty o niebieskich migdałach myślisz?
-Nie, ja myślę o zielonych.
-Słyszałem, że z Łukaszem flirtujesz...
-Skąd wiesz?
-Od ptaszków.- mogłam się domyślić.
-Klaudia! Nie żyjesz!- wydarłam się na całe mieszkanie. Fabi miał w dupie moje krzyki i kontynuował.
-Wiesz to nic wstydliwego ani strasznego być dziewczyną siatkarza, a tym bardziej Kadziewicza.
-Dlaczego sądzisz, że jestem jego dziewczyną?
-Powiedziałaś Kladuchnie, że jesteście razem...
-Chyba! Słowo chyba zmienia postać rzeczy.
-Dla mnie różnicy nie ma.- wyszczerza się, a ja mam go dość.
-Dla mnie jest ona to duża. Zresztą ciebie najmniej powinno obchodzić z kim się spotykam, z kim flirtuje, z kim sypiam...-wycelowałam palcem w klatkę piersiową Drzyzgi.- Ciebie to najmniej powinno obchodzić chłopcze.
-Oj, nie bądź zła, Marcysiu!- wiedział, że Marcysią jeszcze bardziej mnie wkurzy, więc to powiedział.
-Nie wkurwiaj mnie młody.- zalałam wrzątkiem zmielone ziarna kawowca i ruszyłam z trzema filiżankami do salonu.
-Dziękuje.- powiedziała moja kuzynka kiedy podałam jej kawę. Rozmawialiśmy sobie w trójkę przez dobre dwie godziny. Z czasem skapnęłam się, że już czas się zbierać. Musze jakoś wyglądać jak spotkam się z Łukaszem.

Stałam przed szafą i nie wiedziałam w co się ubrać. W końcu ma dla mnie niespodziankę i nie ma bladego pojęcia czy gdzieś wychodzimy czy któryś raz z kolei będziemy chrzcić jego łożę. Zdecydowałam, że ubiorę czarne rurki i koszulę w kratę. Poszłam do toalety, aby załatwić swoje potrzeby, ale usłyszałam dzwonek do drzwi, a chwilę potem czułam wargi Kadziewicza na swoich.
-Hej Słonko! Idziemy?
-Chciałabym, ale niestety ktoś przerwał mi moją toaletę.
-Eh, cóż za nikczemny to musi być człowiek.- zaśmialiśmy się.
-Poczekaj, ja się tylko załatwi i wychodzimy.- uśmiechnęłam się i chciałam pójść do łazienki. Niestety Łukasz złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Kochanie, nie załatwiaj się.
-Co kuźwa?- pytam zdziwiona. Nie mogę się wysiusiać?!
-Po co masz się zabijać, skoro masz mnie?- po kilkunastu sekundach zrozumiałam przesłanie tych słów.
-Głupcze.- całuje go w nos i idę do łazienki. Po chwili wracam i wsiadamy do jego Audi Q7.

Jednak jedziemy do jego mieszkania. Jestem na sto procent pewna co za niespodziankę ma dla mnie Łukasz, ale nie będę zapeszać. Wchodzimy do salonu, ja siadam na kanapie włączając telewizor, a on przystaje przy blacie kuchennym. Ma zamiar zrobić herbatę, ale ja go powstrzymuje.
-Ej chłopcze, żadnego wina, drinka lub coś takiego?
-Przecież nie będziemy się codziennie upijać...
-A może ja chcę.- siada koło mnie i obejmuje mnie ramieniem.
-Co jest takiego fajnego we wlewaniu w siebie trunku?
-Nie myślisz o problemach, zapominasz o Bożym Świecie.
-Tak samo jest podczas innych rzeczy.- uśmiecha się znacząco, a ja już wiem, że nocuje u Łukasza.
-Ty tylko jedno...
-A skąd, wiesz, ze ja mam na myśli seks?
-Zazwyczaj o tym myślisz kiedy jestem obok ciebie, Kotku.
-Czy ty czasami nie czytasz mi w myślach?
-Może, może.- siadam na niego okrakiem i namiętnie go całuje.
-I to niby ja tylko o jednym.- śmieje się, a ja łącze nasze usta w pocałunek.

O dziwo nie leżę właśnie obok Kadziewicza w jego łóżku całkiem naga. Siedzę na kanapie w ubraniach. Leżę pod kocem z moim "chłopakiem", który obejmuje mnie ramieniem. Oglądamy "Incepcje" do której z wielką ochotą powracam. Leonardo w tym filmie jest fenomenalny! Facet ma talent to trzeba przyznać.
-Kochanie.- Łukasz zaczyna bawić się pasmami moich włosów. Coś chce na stówę!
-Co się dzieje?- w głowie mam najczarniejsze scenariusze...
-Strasznie cie kocham, wiesz?- nie oświadczaj się, nie oświadczaj się, nie oświadczaj się chłopie! To nie ten czas i ta osoba!
-Wiem, ja ciebie też.
-Więc zbliża się Boże Narodzenie i chciałbym, abyś pojechała ze mną do mojej rodziny. Pojedziesz?
-Oczywiście, że tak.- miałaś powiedzieć nie idiotko! Jestem debilką, ale to już wszyscy wiedzą...
-Cieszę się, ślicznotko.- całuje mnie, a ja oddaj jego namiętny pocałunek.

Yo!
Maniek - Hejooo! Rozdział do dupy i wszyscy to widzą, bo pisała go Maniek! Mam nadzieje, że nie jesteście źli za taką długość i taką fabułę? Mam kryzys w pisaniu i to widać. Oddaje to do waszej oceny c:
Liga Światowa! Nareszcie! Szkoda, że byłąm na wycieczce wtedy kiedy graliśmy pierwszy mecz z Brazylią :c Ale dzisiaj cały oglądam i miejmy nadzieje, że wygramy! :] Teraz tylko czekamy na Spodek. Więc nie zdziwcie się jak po meczu zostanie z niego popiół... .
Dzuzeppe - Zapraszam was bardzo serdecznie na nowy rozdział na Add me wings. Z góry przepraszam za zaległości na waszych blogach, ale w tym tygodniu wszystko nadrobię, obiecuje ;]
Pozdrawiamy ♥

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 9


On

W życiu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz się jest na dnie, raz na szczycie. Wczoraj cała drużyna była na dnie. Przegraliśmy z Jastrzębskim 2 -3. To smutne, bo nasza gra wcale nie wyglądała źle. Po prostu w niektórych momentach brakowało nam szczęścia, może też i indywidualności, ale to już za nami. Całą drogę do Warszawy każdy z nas przebył w ciszy, słuchając muzyki, lub przeglądając Internet.

Ja robiłem to drugie, lecz moje myśli cały czas krążyły wokół jednak osoby, która zajmuje coraz więcej miejsca w moim życiu. Myślami cały czas bylem przy Marcelinie. Przeglądałem sobie jej zdjęcia. Jedne z filmów, jedne z premier. Natrafiłem nawet na jedno nasze wspólne, jak wchodziliśmy do hotelu, gdzie odbywał się bankiet. Zdjęcie na portalu plotkarskim... Wiadomo, że już nas połączyli w parę...

Dziś jadę zobaczyć mieszkania, z których mam nadzieję wreszcie wybiorę jakieś dla siebie. Pawłowi może i nie przeszkadza moja obecność w jego mieszkaniu, ale Asi i dzieciom już tak. Widzę, że nie czują się do końca przy mnie swobodnie. Nie chce jechać sam z deweloperem, dlatego wcześniej umówiłem się już z Marcelą, ale nie powiedziałem z jakiego powodu chcę się z nią spotkać.

Umówiliśmy się na mieście, więc Zabieram ją z wyznaczonego miejsca i wiozę na, być może moje nowe osiedle.

- Łukasz, gdzie ty mnie wieziesz?
- Zaraz będziemy na miejscu - mówię, gdy stoimy na skrzyżowaniu - A właściwie to już jesteśmy - parkuję samochód i oboje wysiadamy z niego - Będziemy dziś oglądać mieszkania, a jak jakieś się nam spodoba, to je kupię i będzie moje.
- Chcesz kupić mieszkanie? A nie lepiej wynająć?
- Chcę mieć coś swojego. Stać mnie. Dobra, chodź, bo już widzę faceta, który nas oprowadzi.

Byliśmy chyba już w 10 mieszkaniach i żadne nie przypadło mi do gustu. Wszystkie były takie nijakie. Ja wiem, że może i mam wysokie wymaganie, ale no winda, balkon, duża łazienka i co najmniej salon i dwie sypialnie to moje mieszkanie musi mieć.

- To już ostatnie mieszkanie, które mam państwu do zaprezentowania - zaczyna starszy pan - Na szóstym piętrze, oczywiście z windą. Zapraszam do środka - otwiera i wchodzimy do środka - Jak państwo widzicie, mamy duży otwarty salon z balkonem połączony z aneksem kuchennym, nie za dużym, ale myślę, że da się wszystko tu zmieścić... Tutaj łazienka... Dalej mamy główną sypialnię, również z wyjściem na balkon... - on nadal gadał, a ja stałem na środku salonu i już wiedziałem, że to jest to. To będzie moje mieszkanie - Panie Łukaszu, dlaczego nie ogląda pan dalej?
- Nie muszę. Już się zdecydowałem. Kupuję to mieszkanie. Możemy jeszcze dziś załatwić wszystkie formalności?

Za godzinę miałem już wszystkie dokumentu, sporo mniej na koncie i klucze do mieszkania.Oboje z Marceliną pojechaliśmy do Siezieniewskich po moje rzeczy, których nie było za wiele. Po drodze kupiliśmy jeszcze wino i kurczaka, a potem upiekliśmy go w piekarniku. Może i wyposażenie kosztowało sporo, ale było warto, bo przynajmniej mogłem od zaraz tu zamieszkać.

- Musisz zrobić sobie jakąś sesję zdjęciową - powiedziałem, kiedy układaliśmy moje rzeczy w szafie w sypialni.
- Co? Po co niby mam brać udział w sesji?
- Bo w Mojej sypialni, nad Moim łóżkiem, nie może wisieć zdjęcie nie Mojej dziewczyny...
- Twojej dziewczyny mówisz? - zalotnie się uśmiechasz, a ja podchodzę do Ciebie i zakładam ręce na Twojej talii, a ty swoje zarzucasz na moje ramiona - A kiedy to awansowałam na Twoją dziewczynę, bo ja jakoś tego faktu nie zanotowałam?
- A dzisiaj oficjalnie zostałaś Moją dziewczyną - całuję Cię prosto w usta - Nie sądzisz, że wypadało by przetestować, czy wygodne łóżko mi się trafiło? - popycham Cię w stronę mebla, który dominuje w tym pomieszczeniu.
- No może i sadzę...

Nasze testowanie słyszą chyba wszyscy w klatce, ale no cóż, pierwsza noc, to pierwsza noc...


Ona

Łukasz namówił mnie jednak na tę sesję. Musiał oczywiście być przy niej obecny, bo jakże by inaczej. Ja sobie leżałam przed panią fotograf, bo na pana się Łukasz nie zgodził, a on się gapił na mnie, a jego oczy cały czas się świeciły. Miał niezłą radochę jak wybieraliśmy zdjęcie na tapetę. Cały czas nie mógł oderwać swoich rąk od moich pośladków, ale no cóż, takie życie.

wczoraj byłam na meczu z Delektą, który stołeczny klub niestety przegrał, ale atmosfera panująca na hali była niepowtarzalna. Od ponad 10 lat byłam pierwszy raz na meczu i nie żałuję. Dziwnie się czułam siedząc w sektorze przeznaczonym dla rodzin i przyjaciół siatkarzy. Nikogo, oprócz Klaudii nie znałam, ale jakoś wytrzymałam.

Moja siostra cioteczna nie mogła się nadziwić tym, że Łukasz powiedział do mnie "Do zobaczenia po meczu, kotku" i pocałował mnie w usta. Powiedziałam je, że chyba jesteśmy razem, a ta wybuchła radością, że wszyscy się na nas spojrzeli. Po meczu poszliśmy z Łukaszem do kina, a potem spędziliśmy, którąż z kolei noc u niego w sypialni. Bynajmniej nie rozmawialiśmy...

Dziś czekają mnie zakupy z Klaudią, która pewnie będzie dalej drążyć temat tego naszego niby "związku". Sama nie wiem czy on istnieje. Teraz już nic nie wiem, na temat moich uczuć, które zaczynają się chyba odradzać, ale czy to ma w ogóle jakiś sens? Przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, nie?

- Marcela, wołam Cię i wołam, a ty nic nie słyszysz - Klaudia rzuca się na mnie.
- Cześć, zamyśliłam się po prostu.
- Ta... Ja już nawet wiem o kim tak zawzięcie myślałaś. Wyglądałaś, jakby Cię tu nie było, jakbyś była z innego świata... Wiesz, z tego, gdzie są sami zakochani...
- Przestań... Ja nie jestem zakochana... Łukasz i ja, to tylko zabawa i dobry seks... Każde z nas wiele przeszło, a teraz jak się dogadujemy, to po prostu łączymy przyjemne z pożytecznym...
- Tylko winny się tłumaczy...
- Mam cię dość... Albo kończymy temat, albo wracam do domu - ostro zareagowałam.
- Chyba do Łukasza - zaśmiała się - No dobra koniec, chodź pokarze Ci super sukienki, może sobie coś na to moje wesele kupisz...

~*~*~

Hej dzióbki :)
Maniek -  Chciałabym przeprosić Was, że rozdział jest dopiero dziś, ale to ja nawaliłam, bo nic nie napisałam i Dzuzeppe musiała teraz pisać. Przepraszam. Poprawię się za tydzień :) 
Buziaki :*
Dzuzeppe - Tak poradziłam sobie jakoś, chyba. Same oceńcie, jak mi wyszło pisanie na szybko, ale wyrobiłam się w godzinkę :D Łukasz ma mieszkanie, a co za tym idzie oboje mają więcej miejsc do schadzek :P Chyba tak krótko mi wyszło, ale więcej nie będzie, bo muszę już się kłaść spać :/
Pozdrawiam i życzę wreszcie słońca i spokojniejszej pogody :*

piątek, 24 maja 2013

Rozdział 8


Ona

Od tego mojego wyskoku minął już prawie tydzień. Tak jak obiecałam Klaudii, nie wybieram się dziś na żadną imprezę. No może i się wybieram, ale to nie dla własnej przyjemności, ale dla promocji sztuki teatralnej, w której właśnie dziś debiutuje. Nie jest to mój pierwszy spektakl, ale przygotowywałam się do niego przez całe wakacje i musi wyjść dobrze.

Zakładam czarne leginsy i oversizeowy sweter. Nie muszę przecież zawsze wyglądać, jak koścista, ponętna modelka. Jestem przecież tylko zwykłą kobietą. Zakładam botki, płaszcz, owijam się szalikiem, biorę torbę z sukienką i kosmetykami na bankiet i wychodzę z mieszkania. Pierwszy raz od niepamiętnych już czasów postanawiam jechać gdzieś swoim własnym samochodem. Nie wiem nawet, czy jeszcze potrafię prowadzić. Podobno tego się nie zapomina, ale martwić się mi nikt nie zabroni.

Po godzinie siedzę już w charakteryzatorni przed lustrem i robię makijaż. Nie lubię jak ktoś mi robi coś na twarz, bo jeszcze coś mi się stanie, właśnie dla tego wszystko robię sama.Tak już po prostu mam.

Następnie wszystko dzieje się jak w transie. Nie mam problemów z tekstem, z jego interpretacją. Wszystko idzie po mojej myśli. Z racji tego, że odgrywamy komedię, publiczność co chwilę wybucha śmiechem, bijąc głośno brawo. Jestem aktorką idealną, bo potrafię ukryć to, że tak na prawdę to niczego nie gram. Ja jeszcze kilka lat temu taka byłam. Taka wesoła, rozgadana, ale przecież nikt tego nie musi wiedzieć...

Dostaję bukiet czerwonych róż od kogoś z publiczności i udaję się do garderoby. Muszę się pospieszyć na ten głupi bankiet. Zdejmuję szybko przebranie. Stoję na środku pomieszczenia w samej bieliźnie i pończochach przed lustrem. Dlaczego nikogo nie spotkałam, kto pokochałby mnie taką, jaką jestem?Dlaczego znowu myślę tylko o Łukaszu?

- Gratuluję udanego przedstawiania - słyszę nagle za moimi plecami.
- Łukasz?! Co ty tu robisz? - od razu próbuje zasłonić się szlafrokiem, ale i tak widzisz mnie prawie nagą.
- Aktualnie to się z Tobą witam - Twoje usta lądują na moich. Dlaczego mi to robisz? Dlaczego o sobie przypominasz? - A tak ogólnie, to Aśka, żona Pawła dostała 3 bilety i się razem wybraliśmy. Naprawdę jesteś świetną aktorką - nawet nie wiesz jaką.
- Aha... Łukasz, mógłbyś wyjść? - pytam, spoglądając na Twój strój. Jak zawsze ubrałeś się stosownie do okazji. Garniaki Ci służą.
- Dlaczego? - twój wzrok krąży po moim ciele.
- Bo chciałabym się ubrać? Po za tym to spieszę się na bankiet.
- To czekam na zewnątrz. Trochę Ci dziś potowarzyszę...
- Ale... - mówię, ale Ty jesteś już na korytarzu.

Zostawiasz mnie, więc zakładam sukienkę, poprawiam makijaż, zbieram swoje rzeczy, pakując je do torby podróżnej. Gaszę światło i wychodzę. Tak jak obiecałeś chwilę temu, czekasz pod drzwiami. Od razu bierzesz moją torbę i mówisz, że przechowasz ją w samochodzie, prowadząc mnie za ręką do niego. Nie pozwalasz mi iść do szatni po płaszcz, tylko zdejmujesz swoją marynarkę i zakładasz mi ją na ramiona.

Czuję zapach Twoich męskich perfum, które wcale nie przypominają tych, które używałeś te kilkanaście lat temu. Zmieniłeś je. Cały się zmieniłeś. Chyba nawet jesteś jeszcze wyższy. Nawet moje ponad dziesięciocentymetrowe szpilki nie pomagają mi w patrzeniu prosto w Twoje oczy. Kiedy moja torba jest już u ciebie w bagażniku, podchodzisz do mnie.

- Wracamy do środka? - mówisz, obejmując mnie w talii i opierając swoje czoło o moje, pozwalając mi wreszcie spojrzeć Ci prosto w oczy - Pojedźmy gdzieś razem...
- Ja muszę tam wrócić... W końcu to moja premiera, ale jeśli Ci się tu nie podoba, to spokojnie możesz jechać - mówię obojętnie, choć bardzo chcę być został.
- Nie, zostaną z Tobą - pozwalasz by nasze usta na chwilę się złączyły - Chodźmy, bo już zmarzłaś...

On

Marcelina... Każdy chce mieć z nią zdjęcie, każdy prosi o autograf. Jest taka wesoła, gdy pozuje z tymi nowopoznamymi ludźmi. Nie wywyższa się, nie ogranicza ich. Widać, że sprawia jej to przyjemność. Jej oczy cały czas się śmieją, a z ust nie schodzi uśmiech. Musiałem usunąć się w tył, zostawiając ją na chwilę samą z jej fanami. Nie jestem do tego przyzwyczajony, ale szanują to. W końcu to jej wieczór. Moja może być najwyżej noc spędzona właśnie z Nią.

Odchodzę do baru i proszę zdezorientowanego barmana o sok pomarańczowy. Nie mogę przecież pić, kiedy zamierzam potem prowadzić samochód. Mój wzrok cały czas usieka w Jej stronę. Widzę Jej roześmiane policzki, uśmiech, piękne oczy. Jeszcze ta sukienka... Mam ochotę by Ją porwać, wywieść daleko stąd i zatrzymać tylko dla siebie. Wiem jednak, że tak nie można.

Powoli podchodzisz do mnie, siadasz obok i zamawiasz  Mojito. Jak gdyby nic flirtujesz z barmanem, któremu oczy cały czas uciekają na Twój dekolt.

- Robisz to specjalnie? - pytam, gdy tylko chłopak dostaje zamówienie i zajmuje się wreszcie swoją pracą, a nie Tobą.
- Ale co robię... Przecież tylko rozmawialiśmy... Nie mów, że jesteś o mnie zazdrosny? - patrzysz na mnie tymi swoimi ciemnymi oczami.
- A może jestem - łapię Cię za rękę - Chodź, idziemy tańczyć.

W tym także jesteś doskonała. Twoje ciało jest jakby w swoim żywiole. Nie krępujesz się, nie zwracasz uwagi na co chwile błyskające flesze aparatów. Zresztą ja też nie. Oboje patrzymy tylko na siebie. Tylko my się liczymy. Dla mnie ogólnie chyba już liczysz się tylko Ty.

Bankiet oficjalnie zamknięto, a Ty nadal nie możesz wyjść z sali, bo co chwilę ktoś Cię zatrzymuje. Udaje Ci się jednak wreszcie wyrwać. Zakładamy nasze płaszcze i wychodzimy z hotelu. Parking jest już opustoszały, więc bez problemu odnajduję samochód. Otwieram drzwi, wsiadasz do środka, a ja z drugiej strony.

- Jedziemy do Ciebie? - pytam dla pewności.
- A mamy inne wyjście? - kręcę przecząco głową - To jedź...

Odpalam silnik, wyjeżdżam z parkingu i ruszam w drogę do Twojego mieszkania. Drogi Warszawy są puste.  Oprócz nas innej żywej duszy nie ujrzysz. Włączasz radio, trafiasz na Coldplay. Nie zmieniasz stacji, więc chyba lubisz ten zespół. Nic nie mówisz. Patrzysz tylko w dal zagubionym wzrokiem. Skąd to wiem? Bo twoje oczy nie mają tych drobnych ogników, które zawsze świecą.

Jesteśmy na miejscu. Wjeżdżamy na podziemny parking dzięki uprzejmości pana ochroniarza. Gaszę silnik, szybko wychodzę z samochodu i obchodzę go, by i Tobie otworzyć drzwi. Biorę jeszcze Twoją torbę i oboje wjeżdżamy na jedenaste piętro, na którym mieszkasz. Otwierasz drzwi, wchodzimy do środka. Pomagam Ci zdjąć płaszcz, sam zdejmuję również swój.

- Wiedziałeś, że będę tam grać?
- Szczerze? - kiwasz głową, a ja podchodzę do ciebie, kładąc ręce na Twojej talii - Nie wiedziałem... Na początku nawet iść nie chciałem, ale Paweł mnie namówił i chyba muszę mu duże piwo postawić, bo spotkałem Ciebie - uśmiecham się, a ty nadal tylko patrzysz - Ej, Miśka, co jest?
- Nic, zmęczona po prostu jestem... Idę pod prysznic...
- Może umyję Ci plecy...
- Łukasz...
- Ciii... - zamykam Ci usta pocałunkiem, biorę na ręce i niosę do łazienki.

Nie jesteś bierna, lecz również nie jesteś pobudzona. Twoje oczy nadal pozbawione są tych dwóch iskierek. Oboje pozbawiamy się naszych ubrań, które lądują to na pralce, to na lustrze, czy umywalce. Opierasz się o ścianę, a ja stoję tuż za Tobą. Na nasze ciała spadają parzące krople wody. Wchodzę w ciebie, a ty cicho pojękujesz, lecz wszystkie nasze odgłosy i tak tłumi woda.

Znowu się kochamy. To nie jest tylko seks z powodu pożądania. To jest coś więcej, lecz nie wiem co. Tylko raz w życiu czułem coś takiego, ale to było tak dawno, że ledwo co to pamiętam.

Po wszystkim zanoszę Cię do sypialni. Oboje lądujemy na łóżku, uspokajając nasze oddechy. Leżę na boku, podpierając się łokciem i spoglądając Ci w oczy. Wreszcie są szczęśliwe. Tylko czy Ty również jesteś?

- Łukasz?
- Co tam Kotku?
- Czy gdybyś mógł coś w swoim życiu zmienić, to zrobił byś coś? - nie wiem co ci odpowiedzieć. To trudne pytanie...
- Nie wiem... Raczej nie - odpowiadam. Dajesz mi buziaka i odwracasz się plecami.

Przytulam się do nich i próbuję zasnąć, by wstać rano na trening. Szybko odpływam. Z Tobą jest z goła inaczej. Nie śpisz, a płaczesz, wyzywając się w myślach, że jesteś idiotką, bo pozwalasz by historia zatoczyła koło. Tylko skąd ja to mogę wiedzieć, jeśli śpię?

*****************

No i mamy już ósemkę :D. Jak to wszystko szybko leci. Myślę, że powoli zbliżamy się po połowy tej historii, a potem to sama nie wiem co będzie ;)
Znowu przypadkowe spotkanie Łukasza i Marceliny, które skończyło się w łóżku :p Życie często zakręca kółka, ale czy jest to dobre dla człowieka?
A tak po za tematem, to chyba sobie coś naderwałam przy kostce i chodzić nie mogę :' (
Pozdrawiam, 
Dzuzeppe :*
Ps. Żądam poprawy pogody :)

Ps 2. Zapomniałam poprosić Was wszystkie, które to czytają i chcą być informowane, o wpisanie się do odpowiedniej zakładki. Obie z Maniek już się w tym powoli gubimy, więc bardzo proszę Was o taką małą pomoc :)

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 7

Do najmłodszych kobiet na świecie nie należę, a tak czy inaczej każdy facet ogląda się za mną. Tylko dlaczego?
Zaczynamy moją codzienność. W odpowiednim stroju i makijażu wyruszam na podbój facetów! Przed wyjściem przypominam sobie o Łukaszu i szkoda mi go, bo odpłacam się pięknym za nadobne. Tyle, że to nie jest jeszcze ta okrutna zemsta. Ona się dopiero zaczyna.

Wchodzę do klubu, w którym nie zawitałam już szmat czasu. Na szczęście barman poznaje mnie (tak on też pojawił się w moim mieszkaniu), stawia drinka i pozwala zostawić torebkę. Wypija trunek i rzucam się na parkiet. Tańczę z jakimś chłopczykiem, który ma co najmniej 24 lata. Odpada! Kolejny też nie. Następny też odpada.
Tańczyłam już z mnóstwem facetów i żaden mi nie pasuje. Co tu się do cholery dzieje?! Idę do baru po kolejny napój alkoholowy. Czuje już skutki upicia, gdyż jest to kolejny drink podczas dzisiejszej imprezy.
-Daj mi moją torebkę.- mówię do barmana. On posłusznie oddaje mi ją i jeszcze podsuwa numer telefonu.
Chwiejnym krokiem wychodzę z klubu i drę karteczkę na kawałki. Przytrzymuję się murku, bo kręci mi się w głowie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz przeholowałam z alkoholem.
-Marcelina?- słyszę z plecami. Odwracam się i widzę Fabiana. O kuźwa!- Co ty tu robisz?
-O to samo ciebie zapytać mogłabym się.- mówię bez ładu i składu.
-Ty jesteś pijana.- błyskotliwie zauważył siatkarz.
-Brawo za spostrzegawczość.
-Chodź, odwiozę cię do domu.- chłopak łapie mnie za rękę i zaciąga do samochodu. Odpala silnik i jesteśmy w drodze do mojego mieszkania. Taką mam nadzieje...

Budzę się w sypialni, ale na pewno nie mojej. Ściany są koloru wrzosowego, a pokój jest o wiele mniejszy niż mój. Czuje, że do gardła podchodzą mi wczorajsze procenty, więc bez większego namysłu wybiegam z pokoju w poszukiwania łazienki. Widzę białe drzwi, a pokój który oddzielają ma wyłączone światło. Biegnę do niego, wpierw włączając przełącznik światła i znajduje muszle klozetową. Mój rytuał trwał dosyć długo, nie umiałam przestać. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz nadużyłam alkoholu. Zapewne byłam młoda, a nie tak jak teraz... Wstaję, spuszczam wodę w kibelku, przemywam twarz i jamę ustną, po czym wychodzę z łazienki. Dopiero po kilku chwilach ogarniam, że jestem w domu Fabiana i Klaudii. Matko droga! Drzyzga zginie śmiercią tragiczną. Wchodzę do salonu gdzie para narzeczonych ogląda telewizję. Widzę, że są razem szczęśliwi i nie mam serce im przerywać. Nagle moja siostra zauważa mnie i idzie do kuchni porywając mnie po drodze.
- Czy ty masz mózg, kobieto? Jak Fabi w nocy przywiózł cię pijaną myślałam, że włosy z głowy sobie powyrywam. Myślałam, że ktoś coś ci dorzucił, albo co najgorsze zgwałcił! A tu Fabian mi mówi, że jesteś po prostu najebana.
- Wszyscy wiemy, że młody Drzyzga nie szczędzi języka.
- My wiemy, że często jesteś ubzdryngolona.- odpowiedział za moimi plecami rozgrywający.
- Nie o to w tym wszystkim chodzi! Marcelina, jeszcze jeden taki wybryk, a już nigdy mnie nie ujrzysz, zrozumiano?
- Tak.- odpowiedziałam kuzynce.- Przepraszam Fabian. Przepraszam, że musiałeś i musisz się ze mną użerać.
- Nie masz za co.- odpowiada i nastawia wodę w czajniku.- Kawki, herbatki?
- Kawę poproszę.- na jego twarzy pojawia się znany na cały świat uśmiech Drzyzgi.

On.
Właśnie jesteśmy w drodze na mecz do Kielc. Siedzę z Pawłem, który cały czas mówi o Marceli. Robi mi tym na złość, ale nie wie o tym. Teraz mamy mecz wyjazdowy i to jeszcze bardziej działa mi na nerwy. Najchętniej poszedłbym do Marceliny i spędzał z nią każdy wieczór i poranek. Jednak życie jest okrutne... Nie mówiłem Pawłowi o nocy spędzonej u niej, bo po co! Ja też muszę mięć tajemnice.

- Łukasz, czemu ty sobie kogoś nie znajdziesz?
- Nie zaczynaj...
- Właśnie, że zacznę. Mam już dosyć tego, że cały czas jesteś przymulony, balujesz, a żadnej dupy sobie nie znalazłeś!
- Miałeś kiedykolwiek w życiu rozwód? Podpowiem cie, nie! Ja miałem i to jest najgorsza rzecz na świecie. Nie jest łatwo się z tego otrząsnąć, nie umiem od tak znaleźć sobie nowej panny!- powiedziałem ze złością w głosie.
- Ale kiedyś nie miałeś z tym problemów, baranie jeden!
- Jak to nie? Miałem i to duże...
- A ta twoja miłość... jak ona miała?
- Kto?- zapytałem szczerze zdziwiony. Teraz w mojej głowie krążyła Marcelina.
- Ta co ją nad morzem zaliczyłeś.
- Która?
- Czyli więcej dziewcząt zaliczyłeś w Ustce. Nie wiedziałem!- zaczął się śmiać,a mnie nagle oświeciło. Córa od pana Dariusz i pani Katarzyny.
- Chodzi ci o Marcelinę?
- Tak!- krzyknął i zaklęsnął w ręce. Zwrócił też uwagę reszty chłopaków, ale ruchem ręki nakazał im się nie przejmować.
- Przecież jej też od razu w sobie nie rozkochałem. Zresztą nie przypominaj mi o niej... było, minęło.
- Ty, patrz jakie my mamy szczęście do tych Marcelin. Super jest ta Zasiewska...
- Kurwa, zakochałeś się w niej czy co? Gadasz o niej 24 godziny na dobę.- byłem wkurzony. Bardzo wkurzony! Ciekawy czy jakbym nagrał to, co gada, spodobałoby się to jego żonie. Nie wydaje mi się.
- Jest miłą dziewczyną i można z nią normalnie pogadać. Takich to ze świecą szukać, chłopie...
- Wiem, zauważyłem.- wybełkotałem.
- To skoro zauważyłeś to może się za nią weź!
- Czemu? Jak nie chcesz, żebym u ciebie mieszkał to mi powiedz, a znajdę sobie jakąś miejscówkę.
- Nie o to chodzi...
-A o co?- zapytałem Pawła, który coraz bardziej działał mi na nerwy. Dobra, spokojnym człowiekiem nie jestem, ale przy nim jestem jak kula w armacie przed wyrzutem.
- Pasujesz od tej dziewczyny.- puścił mi oczko.
- Jak Shrek do osła...
- Oj, nie bądź naburmuszony.- powiedział, ale ja odwróciłem się, bo nie chciałem rozmawiać z tym idiotą. Dobra może jest moim najlepszy kumplem, ale działa mi na nerwy to strasznie. Wie o mnie wszystko i czasami wykorzystuje to przeciwko mnie. Jakby dowiedział się o nocy spędzonej z Marceliną to nie mam już życia. To właśnie jest Paweł Siezieniewski...

********
Przepraszam, ze taki krótkie, ale pomysły chyba uciekają mi z głowy. Oddaje to waszej ocenie, bo mi się osobiście rozdział nie podoba, ciekawi mnie wasza opinia. c:
Chciałam też poprosić, a byście powiadomienia wpisywali do zakładki SPAM :) 
Zapraszam również na Wymykałam się śmierci, gdzie pojawił się nowy rozdział ;]
To chyba na tyle, miłego weekendu! :) Maniek ;3

Dzuzeppe: Zapraszam serdecznie na 15 rozdział na http://add-me-wings.blogspot.com/

sobota, 11 maja 2013

Rozdział 6


Przeszłość

Kilka następnych dni było dla Niej czymś okropnym. Ze swojego pokoju wychodziła tylko wtedy, kiedy musiała, prawie nie jadła, nie piła. Można by pomyśleć, że przestała funkcjonować, ale czy tak było? Przecież jej serce z fizycznego punktu widzenia biło normalnie, krew w żyłach krążyła prawidłowo, więc dlaczego czuła się tak jakby umarła?

Jego życie wyglądało podobnie. Nie wychodził z kolegami, nie rozmawiał z rodzicami. Zamknął się w sobie. Nie interesowało go to, że dostał powołanie do reprezentacji juniorów. Nie zwrócił uwagi na powtarzające się telefony w sprawia nowego klubu. Nie zauważył nawet, że zbliża się rok szkolny, a On nie wie nawet gdzie będzie mieszkać. Jego głowę zaprzątała Ona oraz jej słowa.


Zdecydowała, że musi gdzieś wyjechać, bo nie da rady mieszkać z Nim w jednej klatce. Nie da rady codziennie się na Niego napotykać. Nie da rady spojrzeć Mu w oczy po tym wszystkim, co zobaczyła w klubie. Chciała wyjechać do babci do Krakowa, ale rodzice jej na takie wyjście z sytuacji, o której nie mieli pojęcia, nie dali zgody. Przez następne dni nie wychodziła z mieszkania, żeby przypadkiem nie spotkać Go choćby na klatce schodowej.


Postanowił zająć się chociaż swoją dalszą przyszłością. Przeczytał różne pisma, dzwonił do wielu osób z przeprosinami. Chciał, żeby chociaż siatkówka pozostała w Jego życiu na niezmienionym poziomie. Postanowił wyjechać. Najbliższe dwa lata spędził w Spale. Z niczym nie było łatwo. Był samotny, niejako czuł się oszukany przez tę dziewczyną z klubu, bo to przez nią właśnie stracił jedną z najważniejszych rzeczy w życiu.


Jednak wyjechała. Jej ojciec dostał propozycję pracy w Warszawie. Na początku nie był zadowolony z przeprowadzki, podobnie jak Jej matka, która to właśnie w Dobrym Mieście miała przyjaciółki. Ona nie miała już tam nikogo. On spalił za sobą wszystkie jej znajomości. Niby „przyjaciele” odwrócili się, gdy tylko przestała chodzić z nimi na mecze. To się nazywa przyjaźń? Cały dobytek rodziny zmieścił się w jeden mały samochód dostawczy. Następnego dnia wszyscy już oglądali nowe mieszkanie.


Grał coraz lepiej. To jedynie na boisku okazywał radość i szczęście. To jedynie tam czuł się tak jak u siebie w domu, w tym w Dobrym Mieście. Przeprowadził się do Jastrzębia, gdzie miał grać już jako senior. Nie miał z Nią kontaktu już od prawie trzech lat. Wiedział jednak, że wyprowadziła się gdzieś indziej. Tyle dowiedział się od rodziców. Sam nie miał odwagi, by spróbować ją znaleźć. Bał się jej spojrzenia.


Nowe życie nie było kolorowe. Nie znała miasta, nie wiedziała nawet jak wrócić ze szkoły do domu. Była samotna, zamknięta w sobie. Z czasem jednak Warszawa stała się jej miastem, jej nowym miejscem na ziemi. Jedyną osobą, która poznała całą prawdę była siostra cioteczna. Po prostu ją wysłuchała, mimo młodego jeszcze wieku. Cały czas uważała ją za bardziej dojrzalszą od siebie, mimo że była przecież o osiem lat starsza. Studiowała aktorstwo, które pozwalało jej zapomnieć o prawdziwej sobie.


Wreszcie nauczył się normalnie żyć. Poznawał nowych ludzi, miał coraz to lepsze kontakty z kolegami z zespołu. Wszystko w Jego życiu zaczęło się układać. Poznał niejaką Małgorzatę, która stała się Jego wybawieniem. Pokazała mu na nowo co to znaczy miłość. Nie było łatwo dotrzeć do Jego serca, w którym było miejsce na prawdziwą miłość tylko do jednej dziewczyny, ale jej się to udało. Pozwoliła mu zapomnieć. Wyjechali razem do Rosji, gdzie okazało się, że będą rodzicami. Wzięli ślub i wszystko toczyło się jak w bajce, lecz tylko do pewnego momentu.


Czekała ją największa próba w Jej życiu. Czekała ją śmierć rodziców. Znienawidziła moment, w którym zadzwonił jej telefon, odebrała, by usłyszeć „Pani rodzice mieli wypadek samochodowy. Trafili szybko do szpitala, lecz nie udało nam się ich uratować...” Więcej już nic do niej nie dotarło. Jechali z Olsztyna do Niej, jechali na święta do Krakowa. Od tej chwili nic już nie było takie samo. Załamała się. Z pogrzebu pamięta tylko tłumy ludzi i dwa zdjęcia. Zdjęcia Jej uśmiechniętych rodziców. Jedyną osobą, która wiedziała o tym, co dzieje się w Jej głowie, znowu była Siostra cioteczna, która postawiła ją na nogi.



On

Moje oczy drażni  raźno świecące słońce. Czuję, że moje skronie pulsują. Zdecydowanie wczoraj przeholowałem. Powinienem się jakoś opanować, ale czy normalny człowiek myśli zawsze o konsekwencjach swoich czynów? Prawie w ogóle nie myśli. Jestem typowym człowiekiem w końcu. Muszę czasem dostać po tyłku.

Powoli otwieram jedno oka, a oślepia mnie potworna jasność. Szybko je przymykam. Otwieram drugie i znowu to samo. No Łukaszku, spinamy poślady i otwieramy na raz. Jeszcze gorzej, ale przynajmniej już coś widzę. Na pewno pomieszczenie, w którym się znajduje, nie jest w mieszkaniu Pawła. On nie ma przecież nigdzie piaskowo-brązowych ścian. A na pewno nie dał by mi spać w swoim sypialnianym łóżku. 

Spoglądam na drugi kraniec mebla, na którym leżę. Teraz już wszystko jasne. To Ona. To Marcelina. Jest taka delikatna, niewinna. Co ta dziewczyna ma w sobie, że tak bardzo mnie do niej ciągnie, mimo że w ogóle tego nie chcę? Dlaczego nie mogę teraz od tak wyjść? Dlaczego mam ochotę przytulić się do jej pleców i całować ten cholernie piękny tatuaż?

Zakładam bokserki i idę do łazienki pod prysznic. Nawet ta chwili, gdy gorące krople wody spadają na moje ciało, nie dają mi odpowiedzi na moje pytania. Po chwili jestem już w kuchni i robię śniadanie. Zwykłe kanapki, które mam nadzieję, że Ciebie ucieszą, a i mnie pożywią. Po cichu wchodzę do sypialni, tacę stawiam na stoliku przy łóżku, a sam układam się obok Ciebie. Oddechem muskam Twój Kark. Czuję, jak drętwiejesz, by po chwili zacząć zrywać się z łóżka. Mój refleks jednak Ci na to nie pozwala.

- Łukasz, puść mnie!
- Spokojnie - przyciągam Cię s powrotem do siebie - Nic Ci nie zrobię Zobacz, przygotowałem dla nas śniadanie.
- Co? Łukasz, jakie śniadanie? Ty powinieneś już iść... Ja... Przepraszam, że w nocy na to wszystko pozwoliłam... Powinnam pomyśleć... Przecież ty byłeś pijany... Pewnie nic nie pamiętasz...
- Pamiętam i to wszystko. Zapewniam Cię, że niczego nie żałuję. Powiem więcej. Ja chcę to wszystko jeszcze kiedyś powtórzyć.
- Co? Łukasz, to jest niemożliwe.  Słyszysz nie możemy!
- Możemy. Ja mogę wszystko - pocałowałem jCię lekko - Słyszysz, wszystko na co mam ochotę, a na Ciebie mam wyjątkową.

Moje pocałunki stawały się coraz bardziej gwałtowne, ale za razem wiedziałem, że sprawiały Tobie przyjemność. Nasz  seks był inny niż ten w nocy. Ten był bardziej zwariowany, szalony. W nocy byłaś zdecydowanie mniej pewna siebie, ale twoje dzienne wydanie jeszcze bardziej mi się podoba.


Ona

Co robi człowiek, który nie ma pieniędzy na zupełnie nic? Kradnie. Co robi zdesperowany narkoman na głodzie? Szuka dilera. Co robi kobieta, gdy wie, że jest w ciąży, a nie chcę dziecka? Idzie na skrobankę. Co robi małe dziecko, które jest głodne? Płacze. A co robię ja, gdy za wszelką cenę chcę już nigdy nie zobaczyć się z Łukaszem, gdy definitywnie chcę zakończyć naszą znajomość? Ja oczywiście nie robię tego, co powinnam, tylko ląduj z Nim w łóżku i jest mi z Nim cholernie przyjemnie.

Dlaczego muszę znowu marnować swoje, ledwo co poukładane, życie właśnie przez Niego? Może najlepiej będzie jak wyjadę do Paryża? Przecież nie było by dla mnie problemem, by znaleźć tam mieszkanie. Ale czy ja tego właśnie chcę? No właśnie czego ja chcę? Chyba tylko tego by poczuł się kiedyś tak, jak ja kilkanaście lat temu. Ale nie potrafię teraz mu o wszystkim od tak powiedzieć. Nie mogę.

Gdy się obudziłam, już go nie było. To dziwne, ale zrobiło mi się tak jakoś dziwnie, tak smutno, ale przecież to tylko tęsknota za dobrym seksem, którego ostatnio bardzo mi brakuje. Łukasz jest jednym z tych mężczyzn, że co by nie zrobił, to każda będzie zadowolona. Ja również. Na poduszce został tylko jego zapach i biała kartka papieru.


" Śniadanie zostawiłem w lodówce. Zrób, że jakieś zakupy, bo z głodu następnym razem padnę ;) Adres już znam, więc możesz się mnie spodziewać, ale dopiero za tydzień, bo teraz mamy ważne mecze :)
Miłego dnia,
Łukasz :* "

Czyli jeszcze kiedyś przyjdzie do mnie. Tylko po co? Chwilę później dzwoniła Klaudia z prośbą o spotkanie. Zgodziłam się. Zjadłam śniadanie, zostawione przez Łukasza, ogarnęłam swój wygląd ubrałam się w luźniejsze rzeczy, bo na inne moje ciało nie było gotowe po dzisiejszej nocy, i wyszłam z domu. Wchodzę, jak zwykle już, do tej samej kawiarni i od razu idę do naszego stolika, przy którym siedzi już moja siostra.

- Wreszcie jesteś - dała mi buziaka w policzek - Chcesz coś? Pewnie niczego nie jadłaś jeszcze, zamówię ci jakieś ciacho.
- Nie trzeba. Jadłam śniadanie w mieszkaniu.
- Nie wierzę ci. Ty i śniadanie?
- To uwierz - uśmiechnęłam się do niej porozumiewawczo.
- Nie no, Marcelina znowu przygoda na jedną noc.
- Tym razem, mam nadzieję, że nie na jedną noc.
- Znam go?
- Być może, a na pewno o nim słyszałaś , ale nie wiem czy osobiście miałaś okazję go poznać.  
- Marcelina, nie pakuj się w coś, czego będziesz później żałować, dobrze Ci radzę. mówi to, co wielokrotnie już z jej ust słyszałam.
- Nie bój się, nie zakocham się już nigdy. Na zawsze pozostanę starą panną.
- Nie mów tak. Po prostu jeszcze się taki nie napatoczył, co by z Tobą wytrzymał. Dobra to przejdźmy do sprawy naszego spotkania - zrobiła się bardziej stonowana niż jeszcze przed chwilą - Chodzi o to, że  pomagasz mi ze wszystkim, co dotyczy ślubu i jest, jakby to powiedzieć nie zastąpiona. Mam do ciebie prośbę. Zostaniesz moją druhną?
- Ja? Dziewczyno, ja się nie nadaje do kościołów. Mnie to chyba na stosie spalą, i ty chcesz mnie na swoją świadkową? 
- Tak, chcę, bo jesteś jedyną osobą, która zna mnie najlepiej na świecie, i której w każdej sprawie mogę zaufać, bo wiem, że w każdej sytuacji mi pomożesz. Jesteś dla mnie jak rodzona siostra, której nigdy nie miałam i nie wyobrażam sobie innej osoby na tym "stanowisku". Słyszysz, jeśli nie ty, to odwołam ślub.

Mała szantażystka moja kochana. Dla mnie też jest okropnie ważna, ale ja się nie nadaje do tego. Pewnie nie dam sobie rady i schrzanię jej wesele, ale muszę się zgodzić, bo inaczej Fabian mnie zabije.

- No dobrze, zgadzam się. Zostanę Twoją świadkową - od razu wpadła mi w ramiona.
- Dziękuje!  To chodź teraz, pooglądamy jakieś sukienki.

No i następne dwie godziny buszowałyśmy po centrum handlowym. Na szczęście tym razem nikt mnie nie rozpoznał i ten czas upłynął nam w spokoju. Potem musiałam jeszcze lecieć na próbę do teatru i cały wieczór miałam dla siebie.

 ************
 
Maniek - Co ja mogę Wam powiedzieć? Może tylko to, że zapraszam do wpisywania się do zakładki SPAM. Zdaję sobie sprawę, że pewnie wiele z was, które czytacie tą historię, pisze coś swojego, więc zapraszam.  :)
A no i jeszcze sprawa mojego bloga. Zapraszam Was serdecznie na Wymykam się śmierci :)
Pozdrawiam,
Maniek

Dzuzeppe - No i tak jak mówiłam, dziś kończymy całkowicie z przeszłością :)  
Jestem ciekawa, jak zareagowałyście na poranek między Łukaszem i Marceliną ;) Mam nadzieję, że Was trochę zaskoczyłyśmy :D No i jeszcze Marcyśka druhną Klaudii. Mogę zdradzić, że ta rola będzie decydująca w tej historii :P
Pozdrawiam serdecznie,
Dzuzeppe :*