piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 15




On.



Pędzę jak głupi na lotnisko, bo wiem, że to jedyne miejsce na jakim możesz być. Dobrze, że Paweł jest na bieżąco z Twoim życiem filmowym. Powiedział, że teraz nagrywasz film we Francji. Tyle wie. Nic więcej. Mam nadzieje, że spotkam Cię na lotnisku, że ten zakichany samolot jeszcze nie odleciał. Myliłem się. Jak słup soli stoję i patrzę się na rozkład lotów. Nigdzie nie ma Francji. Z transu wyrywa mnie dźwięk telefonu. Odbieram go, chociaż nie mam ochoty na pogaduszki.

-Słucham?- mówię zrezygnowany, ciągle wlepiając gały w rozkład lotów.
-Łukasz, przyjedź do nas.
-Wiesz gdzie ona jest?- ożywiam się.
-Nie. Łuki przyjedź do nas, bo Drzyzga ma do ciebie prośbę. Zresztą pokładamy razem to wszystko w jedną całość.
-Już jadę.

-Kadziu, mam do ciebie prośbę. Wielką prośbę. Jest to bardzo ważne stanowisko i wiem, że ty będziesz się na nim najlepiej sprawował. Będziesz świadkiem na naszym ślubie?- pyta się mnie Drzyzga, a ja patrzę na niego jak na debila. Przecież ma już świadka, po co mu drugi? Tym bardziej taki jak ja?
-Dlaczego?
-Bo mój wspaniały braciszek drużba nie może być... i zostałeś mi tylko ty. Błagam cię, Kadziewicz! Jesteś ostatnią deską ratunku.- widzę jak zależy im na tym ślubie. Klaudia patrzy na mnie smutnym wzrokiem, ja na nią też. Obydwoje przeżywamy wyjazd Marceli tak samo.
-Będę.
-Dziękuję ci, Łukasz! Życie mi ratujesz.- odpowiada i opada na fotel. Wypuszcza powietrze z ulgą.
-Ej nie smuć się.- mówi mi Klaudia z naciąganym uśmiechem na twarzy. Klepie mnie po udzie, dając mi otuchy. A ja siedzę jak ten idiota i zasmucam się. Gdyby nie ta dwójka to zapewne leżałbym trupem na parkiecie w jakimś klubie, gdzie leje się mnóstwo trunku i roi się od zapachu tytoniu i dragów.
-Dobra, złóżmy wszystko w jedną całość.- zaczyna Fabi. Klaudia już wtajemniczyła go we wszystko.
-Ale co tu składać? Zostawiła mnie i tyle.- optymistyczne podejście, bardzo optymistyczne!
-Naprawdę jej nie poznałeś?- pyta dziewczyna z niedowierzaniem. 

Sam sobie zadaję to pytanie. Ja miałem jakieś klapki na oczach, że nie poznałem dziewczyny, z którą przeżyłem swój pierwszy raz? Może wtedy była bardziej przy kości, ale to mnie nie usprawiedliwia. W Ustce jej słodkie usta całowały moje wargi, swoim głosem wypowiadała te piękne dwa słowa, jej kasztanowe włosy opadły na ramiona, jej oczy świdrowały mój wzrok, jej ciało ruszało się podczas piosenek Metalica. Jednak ja musiałem wszystko spaprać. Jak zawsze zresztą.

Odkąd wyjechała Marcelina mam wyłączony telefon i nie mam zamiaru go włączać. Nie mam ochoty rozmawiać z kimkolwiek, oprócz narzeczonych. Oni jedyni pomagają mi przeżyć te najgorsze dni. Wiedzą, że teraz jestem załamany. Chcą mnie jakoś pocieszyć, ale do szczęścia potrzebna mi jest tylko Zasiewska.

O godzinie 20.30 jestem już w moim mieszkaniu. Dziwnie to brzmi, moim. To brzmi, jakby już jej nie było... bo jej nie ma, Łukasz! Mówi mi mój głos w głowie. Ma rację. Odeszła. Marcelina odeszła. Idę do łazienki wziąć prysznic, a potem kieruję się do sypialni. Kładę się do naszego mojego łóżka i próbuję zasnąć. Próbuję, bo nie umiem. Brakuje mi drugiej osoby w tym łóżku. Nie mam kogo przytulić, pocałować, i wyszeptać dwa piękne słowa. Nie mogę, bo jej nie ma. Zabawia się pewnie z jakimś Hiszpanem lub Włochem, a ja jestem w Polsce i przechodzę katorgi, bo nie mam przy sobie osoby, którą kocham. Tak cholernie kocham.


Ona.

Ból... Tak okropny ból, gdy widzisz, że zostawiasz wszystko w tyle. Tak przygnębiający ból, gdy wiesz, że tam, skąd uciekasz, czekają na ciebie najbliżsi. Ból związany z opuszczeniem swojego miejsca na Ziemi. Ból nie fizyczny, ale ten w sercu, gdy wiesz, że zostawiasz kogoś, kto Ci zaufał i powierzył Ci całe serce i umysł. Ból, który sprawia, że tracisz siły do życia. Ból, który nocami prowokuje do powrotu, a po drugiej stronie rozum, który mówi, że to najlepsze wyjście z zaistniałej sytuacji. Ból, który powoli zabija mnie od środka...

Tak Bardzo za Tobą tęsknię... Tak bardzo chciałabym obudzić się przy Tobie i powiedzieć to był tylko zły sen, to tylko sen... Tak bardzo pragnę poczuć smak Twoich ust, które tak zawzięcie walczyłyby z moimi... Tak bardzo pragnę znów usłyszeć Twój głos, którym uwodziłbyś mnie, a niestety musi wystarczyć mi wywiad czy ten śmiech na automatycznej sekretarce...Tak bardzo chce wpatrywać się bez końca w Twoje oczy, takie radosne, zawsze z zawziętością w sobie, które przecież wcale nie są jakieś nadzwyczajne... Są po prostu moje... Tak Kochanie, pragnę wrócić, ale nie mogę tego zrobić, bo za bardzo Cię już w życiu skrzywdziłam... Teraz musimy radzić sobie sami...

Tylko czy ja sama potrafię sobie poradzić? W Paryżu jestem już ponad dwa tygodnie, a czuję się tutaj, jakby była to jakaś kara. To kara za kłamstwa... Mówi mi cichy głos wewnętrzny.Muszę to jakoś wytrzymać i wytrzymam, bo w końcu jestem silna, nie? Podobno silna... Silna tylko przy Tobie, a nie gdy jestem całkowicie sama... Brakuje mi Klaudii, darcia kotów z Fabianem, upierdliwego Pawełka, ale przede wszystkim brakuje mi Ciebie i tego nie da się ukryć.

- Tak słucham - słyszę jej głos i nie potrafię się odezwać. Bo co ja właściwie mogę jej powiedzieć. Przepraszam, że zostawiłam Cię samą z przygotowaniami do ślubu ? W tym momencie nic nie jest odpowiednie do wypowiedzenia. Teraz powinnam być właśnie z nią. - Halo...
- To ja... Marcelina...
- Boże, dziewczyno, nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwiłam... - zaczyna spokojnie, ale już po chwili jej głos się podnosi. - Dlaczego się tyle czasu nie odzywasz?! Dlaczego zostawiłaś nas wszystkich?! Dlaczego nie powiedziałaś mi nawet gdzie lecisz?! A tak właściwie, to gdzie ty jesteś?
- W Paryżu - od tego momentu rozmawiamy już spokojnie. Nie krzyczy na mnie, nie jest zła. Po prostu mnie wysłuchuje i pozwala się wypłakać się. Właśnie tego było mi potrzeba. Potrzebowałam wreszcie z kimś porozmawiać, a nie tylko udawać kogoś innego na planie filmowym. Potrzebowałam kontaktu z kimś bliskim. 
- Klauduś, co ty na to, żebyś przyleciała tutaj do mnie i byśmy urządziły sobie taki mały wieczór panieński, ale wiesz, Fabian nic o tym nie wie, co ty na to?
- Jesteś szalona, ale zgadzam się - słyszę, że się śmieje. - Tylko co ja Fabiemu powiem?
- Wiesz co, zabierz ze sobą jakieś koleżanki, czy kogo chcesz i powiedz mu, że jedziesz się zabawić, tak jak on w Polsce.
- Jestem u ciebie jutro.

Tak jak obiecała, tak również się stało. Przyleciała z dwoma przyjaciółkami, Izą i Asią. Obie to bardzo miłe dziewczyny, więc od razu złapałyśmy dobry kontakt. dniami zwiedzałyśmy miasto, a nocami przesiadywałyśmy na parapecie w moim mieszkaniu i, popijając wino, wpatrywałyśmy się w pięknie oświetlony Paryż. Spędziłyśmy we cztery cały weekend, ale niestety w niedzielę wieczorem wsiadły do samolotu i odleciały, a ja znowu zostałam sama i znowu zaczęłam myśleć tylko o Tobie. Jednocześnie cię kocham i nienawidzę, Kadziewicz...

Leżąc w łóżku, jak tylko zamknę oczy, widzę Twoją roześmianą twarz, którą dzielą centymetry od mojej. Jesteś tak blisko. Dosłownie na wyciągnięcie ręki. Mam ochotę wpić się w Twoje usta, długo Cię całować i powiedzieć przepraszam, że spieprzyłam Ci życie, ale cholernie Cię kocham... Niestety po chwili znikasz... Czar pryska od razu, gdy tylko chcę się przysunąć do ciebie... Nie ma Cię i najprawdopodobniej już nigdy nie będzie.


~*~*~

Dzuzeppe : Co ja mogę napisać. Polacy niestety Argentynę to zobaczyć będą mogli już tylko na wakacjach, jeśli się tam wybiorą :( Czy nie macie wrażenia, że coś się na tej Lidze Światowej wypaliło, że nie ma już tej siły, jedności? Ja to niestety widzę i strasznie nad tym ubolewam :-'(  Chyba powoli zbliżamy się do końca tej historii. Jak widzicie, nie jest na razie wesoło w życiu Marceli i Łukasza. Mam dla Was zagadkę. Jak myślicie, to historia będzie zakończona happy end'em czy też będzie płacz, smutek i łzy? :P Zapraszam serdecznie również na 22 na Add me wibgs, 2 na To tylko siedem dni,  Kotku  oraz na https://www.facebook.com/OpowiadaniaIBlogiOSportowcach gdzie każdy może zostawić prośbę o udostępnienie własnego bloga :) Całusy :* :* :*
Maniek: Siemaneczko, Paróweczki!
Maniek dzisiaj nie w humorze... w końcu przegrana z Bułgarią boli, cholernie boli. Argentynę to nasi zobaczą, tylko i wyłącznie na pocztówkach. Natomiast dobre jest to, że Włochy są w Final Six. Ja osobiście w nich wierzę i mam nadzieje, że pokonają wszystkich, każdego! Możecie po mnie jechać, ale moja miłość do Włoch i włoskiej siatkówki zawsze będzie taka sama :P
Więc skoro Dzuzeppe ma dla was zagadkę to ja dla was też :) Może nieco łatwiejsza/trudniejsza, ale wiem, że dacie sobie z nią radę. Która z nas pisała perspektywę Łukasza, a która Marceli i dlaczego?
A i jeszcze coś, chcecie abyśmy wraz z moją ukochaną, wspaniałą, megahiperzarąbistą autorką sklepiły coś jeszcze razem? :] Piszcie co o tym sądzicie :3 Ja do tego czasu was pozdrawiam i idę topić smutki w czekoladzie i lodach. (dzięki mamuś, że byłaś na zakupach, zgrubne przez ciebie♥)  Zapraszam również na 1 na Nie dusza kocha, lecz oczy

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 14 -Prawda musi zostać wypowiedziana w odpowiednim momencie, a nie wtedy, kiedy nie ma już wyjścia...

Ona

Wiem, że to co teraz robię jest głupie, ale nie mogę zrobić nic innego. Muszę się od tego odciąć. Muszę choć spróbować zapomnieć. Muszę dać sobie z tym radę, choć wiem, że jest to najtrudniejszy moment w moim życiu. Ty leżysz jeszcze w łóżku, a ja po cichu skradam się do wyjścia. Uciekam... Jedyne, co muszę jeszcze zrobić, to wyjaśnić ci wszystko. Dlatego piszę list.



Drogi Łukaszu,Kiedy będziesz czytać ten list, mnie już najprawdopodobniej nie będzie w Polsce. Proszę, nie próbuj mnie szukać, bo nawet Klaudia i Fabian nie wiedzą gdzie się wybieram. Już nie mogłam dalej Cię okłamywać, dalej pchać nas oboje w tą chorą sytuację. To wszystko było dla mnie już za trudne. Za bardzo mnie przygnębiało.

Teraz chcę wyjawić Ci całą prawdę związaną ze mną. Pamiętasz może jak ponad dziesięć lat temu byłeś w Ustce z rodzicami i jeszcze kimś? Pamiętasz jak ta dziewczyna się nazywała, jaka była? Wiem, że możesz tego nie pamiętać, bo to było tak dawno... A pamiętasz ostatnią noc tego pobytu? Tą noc, gdzie pierwszy raz kochałeś się ze swoją dziewczyną? Pamiętasz to, jak szeptała ci do ucha, że już na zawsze będzie Cię kochać, że nigdy o Tobie nie zapomni? Pamiętasz tą noc i tę dziewczynę? 

Pamiętasz ten mecz, który decydował wtedy o mistrzostwie? Bardzo chciałam tam być, ale nie zdążyłam mimo wielkich starań. Na hali dowiedziałam się, że pojechaliście świętować do klubu. Ja również tam pojechałam. Weszłam do środka i zobaczyłam Ciebie... Nawet nie wiesz, jak się wtedy poczułam... Wykorzystałeś mnie, a potem zapomniałeś o mnie... Znienawidziłam Cię... Nie chciałam Cię znać.

Ja pamiętam wszystko... To ja byłam tą dziewczyną... To ja jestem tą Marceliną, która przeżyła z Tobą pierwszy raz... Pewnie nie mieści Ci się to w głowie, podobnie jak i mnie, że los po raz drugi postawił nas sobie na drodze... Wyjechałam po tym wszystkim do Warszawy. Myślałam, że tam wszystko sobie ułożę, ale tak nie było. Było okropnie. Nie mogłam się odnaleźć. Wszystko było takie inne. Nie było naszej ławki w parku, naszej polany w pobliskim lesie... Nie było Dobrego Miasta czy Olsztyna... Nie było Ciebie... Może właśnie dlatego udało mi się podnieść.

Kiedy myślałam, że wszystko wreszcie się układa, kiedy moja kariera kwitnęła... Kiedy wreszcie uporałam się z tęsknotą za Tobą i zaczęłam normalnie żyć, moje życie znowu się rozsypało... Rodzice na pewno Ci mówili, że Moi mieli wypadek... Oboje zginęli, a ja znowu się rozsypałam... Gdyby nie Klaudia, to już byś mnie nigdy nie zobaczył, nie spotkalibyśmy się w klubie kilka miesięcy temu, nie spędzilibyśmy tylu przyjemnych nocy, poranków, całych dni... 

Chciałam się zabić... Oni wtedy jechali na święta do Krakowa do mnie, do dziadków, do całej rodziny... Teraz możesz mnie znienawidzić, ale o wszystko, co złe wydarzyło się w moim życiu, obwiniałam właśnie ciebie... Myślałam wtedy, że gdybyś mnie wtedy nie zdradził, to bylibyśmy wtedy razem, a rodzice zamiast jechać przez pół Polski do Krakowa, czekali by na nas i może nasze dzieci u siebie w domu... Nic by się im nie stało. Teraz już wiem, że byłam głupia, bo przecież nie musielibyśmy być razem, nawet gdybym się o niczym nie dowiedziała. Przecież mogliśmy rozstać się z innego powodu... 

Wszystko mogło się potoczyć inaczej. Może nie byłabym teraz aktorką. Może nie osiągnęłabym tyle co mam. Może byłabym poukładaną żoną i panią domu. Może byłabym zwykłą sprzątaczką, której ledwo od piętnastego do piętnastego starcza na życie. Może nie byłabym, tak jak teraz pustą, bezuczuciową suką, zadufaną tylko w sobie. Może bym Cię teraz, uciekając, nie krzywdziła. Może... Może było by inaczej...

W październiku, jak Cię zobaczyłam po raz pierwszy po tylu latach, miałam ochotę Cię zabić, bo znowu pojawiłeś się w moim jako tako poukładanym życiu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak ciężko było mi Cię tak okłamywać, że Cię nie znam. Ty również sprawiłeś mi przykrość tym, że mnie nie rozpoznałeś. Sprawiłeś, że znowu zaczęłam o Tobie myśleć. Ale największym pragnieniem było to, by się na Tobie zemścić. Pragnęłam byś poczuł się tak jak ja wtedy w klubie. Wszystko miałam zaplanowane, ale z każdym kolejnym spotkaniem z Tobą mój plan pryskał. Po prostu znikał, bo liczyłeś się tylko ty. 

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego mnie nie poznajesz? Dlaczego traktujesz mnie, jak nowo poznaną osobę? Wiem, że się zmieniłam. Wtedy byłam małolatą. Moje włosy sięgały prawie do pasa, lekko się kręciły. Moja figura też była inna. Nie byłam wtedy kościstą dziewczyną, tylko normalną, jak na tamte czasy nastolatką.... Nawet nie wiesz, jak jest mi przykro... Ale mimo wszystko dziękuję Ci właśnie za to, że mnie nie pamiętałeś. Dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi choć na chwilę znowu poczuć się szczęśliwym człowiekiem. Dziękuję, że przez ten czas po prostu byłeś...

Wiem, że zostawiając Cię teraz, gdy poprosiłeś mnie bym została Twoją żoną, a ja się zgodziłam, ranię Cię, tak jak kiedyś ty mnie. Przepraszam... To nie miało tak wyglądać. Miało być inaczej. Miałeś się we mnie nie zakochać. Ja miałam się Tobą tylko bawić, a potem w niezobowiązujący sposób odejść. Niestety, albo i stety, wszystko potoczyło się inaczej. Ja również się w Tobie zakochałam, ale nie mogę być z Tobą po tym jak się zachowałam, nie mówiąc Ci prawdy...

Proszę, wybacz mi i zacznij żyć od nowa. Już na zawsze pozostaniesz w moim sercu... Już na zawsze będę Cię kochać... Najgorsze jest to, że nie mogę z Tobą być, bo to za bardzo mnie boli... Proszę, zapomnij o mnie i znienawidź, bo to co robię teraz, jest tego godne... Dziękuję Ci, że dałeś mi te kilka chwil szczęścia, że pozwoliłeś się pokochać...

Na zawsze już Twoja,Marcelina ...


Składam kartkę na pół i wkładam ją do koperty. Śpisz niczego nie świadomy na swoim wielkim łóżku po naszej wspólnej nocy. Jesteś niczemu winny. To ja wszystko tym razem spieprzyłam i nie da się już tego odbudować. Muszę choć Tobie dać szansę na szczęście, bo ja swoją zaprzepaściłam.


Kładę kopertę na wolnej poduszce obok ciebie. Siadam na łóżku i przyglądam się Tobie i temu pierścionkowi, który od wczoraj gości na moim palcu. Powinnam go zostawić, ale nie mogę, nie potrafię. Ostatni raz całuję Cię delikatnie w usta. Nie reagujesz. Na twojej twarzy gości tylko błogi uśmiech. Pewnie śni Ci się coś pięknego. Tego właśnie Ci życzę. Bądź szczęśliwy, a i ja może będę...

Zabieram swoje rzeczy i wychodzę. Walizkę pakuję w dosłownie dziesięć minut. Nie muszę przecież mieć wszystkiego. Mam pieniądze, więc inne rzeczy mogę kupić już na miejscu. Wsiadam do taksówki. Jadę na lotnisko, żeby opuścić Polskę. A przede wszystkim by opuścić Ciebie...





On

Powoli budzę się ze snu w swojej sypialni. Jeszcze do końca nie mogę przyzwyczaić się do tego miejsca. Jest obce, ale dzięki Marcelinie choć trochę czuję, że staję się takie moje, takie nasze... To dziwne, że w ciągu tych sześciu miesięcy tyle w moim życiu się zmieniło. Nawet nie marzyłem o tym, by spotkać jeszcze kogoś na swojej drodze i go pokochać. Myślałem, że to już dawno za mną.

Właśnie, gdzie moja Marcelino jesteś? Po drugiej stronie łóżka już Cię nie ma, więc pewnie już wstałaś i siedzisz, jak to masz w zwyczaju, w łazience. Przeciągam się leniwie, wstając z materaca, zakładam bokserki i udaję się do kuchni. Wstawiam wodę na kawę. Parzę ją, a Ty nadal nie wychodzisz. Idę w kierunku pomieszczenia. Pukam, ale nie odpowiadasz. W końcu otwieram drzwi i zastaję pustkę. Nie ma Cię tu, więc gdzie jesteś? 

Wybieram Twój numer, ale odzywa się tylko automatyczna sekretarka, którą powoli zaczynam nienawidzić. Sytuacja powtarza się już kilkakrotnie. Zaczynam się denerwować, bo zniknęłaś. Pospiesznie zakładam swoje ubrania i już mam zamiar wychodzić, ale zauważam jeszcze jakąś kopertę. Biorę ją do ręki i otwieram w pośpiechu. 

Wypada z niej list, a na nim napisane jest moje imię. Co to kurwa ma wszystko znaczyć?! Gdzie Ty jesteś?! 
Wyjmuję go i czytam po kolei każdą z linijek, siadając na łóżku.  

(...) Kiedy będziesz czytać ten list, mnie już najprawdopodobniej nie będzie w Polsce. 
(...) wyjawić Ci całą prawdę związaną ze mną (...) 
Pamiętasz, jak pierwszy raz kochałeś się ze swoją dziewczyną? (...) 
Pamiętasz tą noc i tę dziewczynę? (...)  zobaczyłam Ciebie (...)
(...) Ja pamiętam wszystko... 
To ja byłam tą dziewczyną... 
To ja jestem tą Marceliną, która przeżyła z Tobą pierwszy raz... 
(...)  ...rodzice mieli wypadek... Oboje zginęli, a ja znowu się rozsypałam... 
Chciałam się zabić... 
(...) możesz mnie znienawidzić, ale o wszystko, co złe wydarzyło się w moim życiu, obwiniałam właśnie ciebie...
Wiem, że zostawiając Cię teraz, (...) ranię cię, tak jak kiedyś ty mnie. 
Przepraszam... Proszę, wybacz mi i zacznij żyć od nowa...


Na zawsze już Twoja,
Marcelina ...

Nic do mnie nie dociera... Przecież to nie możliwe. Przecież Marcelina to... Ona nie może być tą Marceliną... Nie może... Dlaczego ja się niczego nie domyśliłem? Dlaczego w ogóle mogłem o tym zapomnieć? Przecież to była najwspanialsza chwila w moim życiu... Dlaczego znowu wszystko przeze mnie się rozpierdziela? Dlaczego muszę wszystko spieprzyć?

Jedynym wyjściem jest to, by jak najszybciej znaleźć się teraz u Klaudii. Przecież ona musi coś wiedzieć. Po kilkunastu minutach jestem już pod mieszkaniem jej i Fabiana. Chłopaka nie ma w środku. List od razu daje Klaudii. Nic nie mówi, tylko czyta. Sam nie wiem, czy Marcelina jej o wszystkim powiedziała, czy dowiaduje się wszystkiego właśnie z tego listu. Chyba mnie już to nie interesuje.

- Proszę Cię, Klaudia, pomóż mi ją znaleźć. Ja muszę z nią porozmawiać - mówię łamliwym głosem.
- Łukasz, ale ja na prawdę nie wiem, gdzie ona może być. Nic mi nie mówiła, że chce to tak zakończyć. Owszem, powiedziała mi o tej historii z przeszłości, ale nie powiedziała, kim był ten chłopak. Ja na prawdę nic nie wiedziałam...
- Rozumiem... Klaudia, ja chyba... Ja mam do ciebie prośbę... Albo nie... Nie ważne... Cześć - daję jej buziaka i wychodzę. 

Pędzę samochodem jak tylko mogę szybko. Nie zwracam uwagi na znaki, na innych uczestników ruchu drogowego. Nie liczy się dla mnie to, że mogę stracić życie lub komuś je odebrać, że wszystko może przestać istnieć. Nic się już nie liczy. Nie liczy się, bo straciłem Ciebie... Znowu przeze mnie...


~*~*~
Bo przecież czternastka nie zawsze jest szczęśliwa, mimo że jest podwojeniem siódemki...
No i stało się. Marcelina uciekła... Wiem, że powinna powiedzieć Łukaszowi prawde wcześniej i to w cztery oczy, a nie teraz uciekać, ale tak już miało być od początku. Tak to z Maniek ustaliłyśmy... Jeśli być może nie spełniłyśmy Waszych oczekiwań, to przepraszamy... Piszę tak jakby to miał być już koniec, a tak przecież nie jest :D
Z całego serca dziękuję chłopakom za te stany przedzawałowe podczas oglądania meczu  :) Maniek była w Spodku, więc już nie mogę się doczekać jej relacji z tegoż wydarzenia :)
Zapraszam również na pierwszy rozdział na To tylko siedem dni, Kotku :) oraz na jutrzejszy na Add me wings
Zachęcam do komentowania :)
Pozdrawiam, 
Dzuzeppe :*

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 13


On

Co w życiu sprawia, że wszystko inne przestaje istnieć? Co przesłania nam dotychczasowe plany, wyzwania postawione już tak dawno, a nadal nie wypełnione? Co trzyma nas w letargu, a jednocześnie sprawia, że czujemy się, jakbyśmy unosili się kilka metrów na ziemi, ale nie byli duchami czy aniołami? Co jest sensem życia przeciętnego człowieka na tej planecie? Co sprawia, że czujemy się szczęśliwi?

Dla jednych to dobra praca, dzięki której nie musimy sobie niczego odmawiać, dla innych  wspaniałe wyniki w szkole i świadectwo z czerwonym paskiem, zdarzają się również ludzie, którym do pełni szczęścia wystarczy zdrowie rodziny i jej obecność. A co dla mnie jest szczęściem? Odpowiedź może być tylko jedna. Moje szczęście to Marcelina. Co z tego, że znam ją dopiero pół roku, jak już wiem, że chcę być z nią do śmierci. Ja ją kocham.

Do całkowitej pełni szczęścia brakuje mi tylko dobrej gry Politechniki. Walczymy ze Skrą o tylko piąte miejsce, mimo że wszyscy liczyliśmy w tym sezonie na podium, a chyba nawet nie zakończymy sezonu na miejscu gwarantującym udział w europejskich pucharach. Ponieśliśmy już dwie porażki, ale teraz na szczęście mamy dłuższą przerwę, bo są święta. 

W tym roku spędzę je nie w Olsztynie, a z Marceliną, rodzicami i przyszłym państwem Drzyzgą oraz ich rodzinami w Warszawie. To pomysł Klaudii, żeby zorganizować takie duże święta właśnie u nich. Właśnie dlatego teraz jestem już w rodzinnym mieście, by zabrać rodziców do stolicy.

- Mamuś, dziewczyny na prawdę umieją gotować - śmieją się na widok koszyka wypchanego świątecznymi potrawami. 
- Synku nie marudź. Chyba nie myśleliście, że w gościnę z pustymi rękami pojadę - mówi i wychodzi z kuchni.
- Matka ma zawsze rację, Łukasz - tata zanosi walizki do bagażnika i s powrotem wraca do domu. -  Łukaszku, mama chce ci coś dać, więc idź do naszej sypialni, bo chyba już tam na ciebie czeka.

Niespiesznym krokiem wchodzę na poddasze i udaję się w kierunku sypialni rodziców. Cicho pukam, a gdy słyszę "proszę", wchodzę do pomieszczenia. Widzę mamę siedzącą na łóżku i trzymającą coś w dłoniach. Podchodzę do niej i siadam obok. Przyglądam się jej. Co widzę? Szczęście wymalowane na jej twarzy i jednocześnie obawę o coś.

- Łukaszku... Oboje z tatą postanowiliśmy przekazać ci coś, co jest dla naszej rodziny bardzo ważnym wspomnieniem... Łukasz, wiemy, że między Tobą a Marcelinką naprawdę się dobrze układa i bardzo chcemy, żeby nic się nie popsuło... Kiedy oświadczałeś się Kamili, nie byliśmy pewni, czy to jest odpowiedni moment, żeby ci to przekazać, ale teraz uważamy, że ten jest właściwy... Teraz dopiero widzimy, że jesteś zakochany po uczy, a i po Marcelinie to widać...
- Właśnie dla tego - do pomieszczenia wszedł tata - chcemy dać ci ten pierścionek, czyli ostatnią zachowaną pamiątkę po mojej babci, która zginęła na wojnie... Jesteśmy przekonani, że Marcelina na niego w całości zasługuje i będzie go strzec, tak jak cała moja rodzina przez te lata...
- Ale... Skąd wy w ogóle wiecie, że chcę się jej oświadczyć, skoro ja nawet nie jestem jeszcze tego pewien?
- Łukasz, my zawsze wiemy to, co siedzi w Twoim sercu, właśnie dlatego nie daliśmy ci tego wcześniej...

Czy moi rodzice są prorokami? Zdecydowanie...

Wieczorem jesteśmy już w Warszawie i jemy postną kolację, przygotowaną na spółkę przez moją dziewczynę i moją mamę. Jak to dziwnie brzmi. Dwie najważniejsze kobiety w moim życiu i to jeszcze się lubią. Potem rodzice idą spać w wolnym pokoju, a my leżymy chwilę na kanapie i cieszymy się ciszą. Niedawno odkryłem, że uwielbiam patrzeć w Twoje oczy, bo coś mi przypominają, a jednocześnie jeszcze są takie tajemnicze.

- Chyba nigdy Cię nie rozszyfruję...
- I o to własnie chodzi... Masz mnie tylko kochać i być tylko moim...

Czy mogę stwierdzić jednoznacznie, że jestem szczęśliwy?
Oczywiście, że mogę...




Ona

Co w życiu sprawia, że wszystko inne przestaje istnieć? Co przesłania nam dotychczasowe plany, wyzwania postawione już tak dawno, a nadal nie wypełnione? Co trzyma nas w letargu, a jednocześnie sprawia, że czujemy się, jakbyśmy unosili się kilka metrów na ziemi, ale nie byli duchami czy aniołami? Co jest sensem życia przeciętnego człowieka na tej planecie? Co sprawia, że czujemy się szczęśliwi?

Dla jednych to dobra praca, dzięki której nie musimy sobie niczego odmawiać, dla innych  wspaniałe wyniki w szkole i świadectwo z czerwonym paskiem, zdarzają się również ludzie, którym do pełni szczęścia wystarczy zdrowie rodziny i jej obecność. A co dla mnie jest szczęściem? Odpowiedź może być tylko jedna. Moje szczęście to Łukasz i jego miłość, nawet jeśli znamy się dopiero te pół roku, to wiem, że to właśnie przy nim chcę się zestarzeć, ale przecież nie mogę okłamywać go przez całe życie. Muszę wreszcie to wszystko skończyć.

Ale nie zrobię tego przecież w święta. Razem z Twoimi rodzicami wychodzimy właśnie z Kościoła strasznie zmarznięci i udajemy się do mieszkania państwa Drzyzga już niedługo. Coś w tym roku pogoda nam nie dopisała, ale najważniejsza jest rodzina przecież. Czuję tę atmosferę, która wypełnia wszystkich. To rodzinne ciepło, szczerość wypowiadanych słów, miłość wiszącą w powietrzu. Czuję, że i ja nie muszę wreszcie niczego udawać, bo to Łukasz mnie zmienia na lepsze i staję się tą dziewczyną z tak odległej przeszłości.

- Kochani proszę o chwilę ciszy - Fabian wstaje z krzesła i widać po nim, że to co chce powiedzieć, jest dla niego bardzo ważne. - Chcielibyśmy oboje na początku zaprosić państwa Kadziewiczów na nasz ślub jak i wesele oraz przypomnieć wszystkim pozostałym, że to już niedługo i ten no... Kase oszczędzajcie - ten to wie, jak rozweselić towarzystwo, bo wszyscy wybuchamy śmiechem. - No ale to jeszcze nie wszystko...
- Tylko mi nie mówcie, że zostanę młodą babcią - śmieje się mama Fabiego.
- To ci na razie mamusiu nie grozi, no chyba że...- nawet nie kończy, po Klaudynek już mu kuksańca w żebra daje. Tak trzymaj siostra. - No w każdym razie jeszcze sobie na wnuka poczekacie... No ale do rzeczy... Chcieliśmy... to znaczy ja chcę, powiedzieć wszystkim tu zgromadzonym, że od nowego sezonu będę grać w Resovi i oboje z Klaudią przeprowadzamy się do Rzeszowa...- milknie, a wszyscy tylko patrzą się to na jedno to na drugie i nie wiedzą, co powiedzieć.
- Szwagier, no to gratulacje - podchodzę do niego szybko i przytulam. - A nad tymi potomkami, to jeszcze pomyśl - mówię już zdecydowanie ciszej, żeby jego narzeczona tego nie słyszała.
- I co przyjacielu, mówisz, że już nie będziemy ze sobą grać - podchodzisz również do niego - Powodzenia stary... Klaudia, No co ja mogę powiedzieć... Brakować mi was będzie, no ale może wreszcie Marcela będzie miała czas dla mnie - śmiejesz się, ale tylko przez chwilę, bo milkniesz pod moim spojrzeniem. - No dobra już... My już chyba nie będziemy wam przeszkadzać. Mamo, tato, Marcelina jedziemy?
- Łukaszku, ani mi się waż teraz rodziców zabierać. Wy sobie z Marcelinką jedźcie, a my z Marcinem zabierzemy ich do mieszkania Marceli i tam będą nocować, a wam nie będziemy przeszkadzać. Krysiu, Marku, zgadzacie się, prawda? - z propozycją wychodzi ciocia Magda, mama Klaudii.
- O właśnie, Dzieci jedźcie, a my sobie tu w swoim towarzystwie zostaniemy - Twoi rodzice chyba coś knują, prawda?
- No dobrze... Marcelina, idziesz?
- Tak, tak... 

Pół godziny później jesteśmy już w Twoim mieszkaniu. Rozlewasz wino do kieliszków, a ja siedzę pod ciepłym kocem. Mieszkanie jest strasznie wychłodzone, bo oczywiście pan Genialny, Idealny i Wszystko Wiedzący zapomniał okna zamknąć, no ale jak ja mam się na ciebie gniewać dłużej niż minutę, jak wpatrujesz się we mnie tymi zielonymi oczami w dodatku, jak mogą racjonalnie myśleć, jeśli Twoje usta tak zawzięcie walczą z moimi?

Po chwili w pomieszczeniu robi się już ciepło, więc siadamy razem na kanapie i popijamy wino, które dostałeś od swoich znajomych z Włoch, kiedy byliśmy tam na weekend w lutym. Leże przytulona do ciebie, a ty bawisz się moimi włosami. Przestajesz, więc zdezorientowana  podnoszę się do pozycji siedzącej i wpatruję się w Ciebie.

- Łukasz, co jest?
- Poczekaj chwilę - mówisz i wychodzisz do sypialni. Wracasz z jedną czerwoną różą. Podchodzisz i klękasz przede mną. - Marcelina, ja... Chcę zadać Ci jedno z najważniejszych pytań w naszym wspólnym życiu... - cała w środku się trzęsę, bo wiem, o co chcesz zapytać. Przecież to nie miało tak być. - Nie mogę obiecać ci, że będzie jak w bajce, że zawsze będę przy Tobie, bo wiesz ja jestem sportowcem... Jedyne co mogę ci obiecać to to, że już na zawsze będę Cię kochać i że jesteś dla mnie najważniejsza... Marcelina, czy wyjdziesz za mnie?
- Łukasz... - pustka. Totalna pusta w głowie w tym miejscu, gdzie powinny znajdować się wypowiadane przeze mnie słowa. Gdzie podziała się ta Marcelina sprzed roku? Czy umarła, a może tylko się zagubiła? Kim teraz jestem?
- Marcelina, proszę, powiedz cokolwiek...
- Łukasz, ja... Kocham Cię i tak, wyjdę za ciebie.

Wsuwasz mi na palec pierścionek, który przed Bożym Narodzeniem pokazywała mi Twoja mama i powiedziała, że jest dla Twojej rodziny bardzo ważny. Podarowałeś mi skarb całej rodziny, bo mnie kochasz. Łączysz nasze usta w pocałunku, i delikatnie zaczynasz pozbywać się naszych ubrań...

Czy mogę na tę chwilę stwierdzić, że jestem szczęśliwa?
Aktualnie mogę, ale wiem, że nie zawsze tak będzie...

~*~*~
Witam :)
No i doszło do zaręczyn. Powiem tylko to, że w sobotę możecie spodziewać się smutnego rozdziału tutaj... 
Przepraszam, że dodaje dopiero dziś, ale no nie rozdwoję się, a znajomi ciągną ;) i obowiązki :( 
Jak ktoś czyta lub chce zacząć, to zapraszam serdecznie na 21 rozdział na Add me wings :)
Pozdrawiam,
Dzuzeppe :*

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 12





Ona.


Wraz z Klaudią wróciłyśmy od naszych kochanych dziadków z Krakowa. Nie brałyśmy ze sobą facetów, bo to miał być taki babski wypad. Tak czy siak, chłopaki co chwilę do nas dzwonili i pytali się czy wszystko okej. Doprowadzali nas tym do jasnej gorączki, jak to faceci.
Nasza babcia jest wspaniała. Kobieta ma 70 lat, a dalej świetnie się trzyma. Jedzenie nadal jest tak przepyszne jak kiedyś. Tak samo dziadek, który zachowuje się prawie jak nastolatek. 
Przyjechali również Rodzice Klaudii. No i wtedy zaczęła się kłótnia, gdyż moi wujkowie nie mogli zrozumieć czemu Fabi nie przyjechał z Klaudią. Przecież, dla nich to było nie do pomyślenia, aby ona jeździła na święta do rodziny bez narzeczonego. Ale jak to mówię "Life is brutal, maleńka!". 
Kolację spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze, także nie ma na co narzekać. Prezenty, czyli jak dla mnie najmniej ważna rzecz, też były wspaniałe i trafione. Dziadkowie, nie chcieli abyśmy z Klaudią wracały o tej porze do domu, więc nocowałyśmy u nich. Mogłyśmy jeszcze jechać do wujków, ale ja lepiej czułam się dziadków. Nie żeby coś, no ale...
Na następny dzień wróciłyśmy do Warszawy i mój chłopak (dziwnie to brzmi) zadał mi pytanie.
-Kochanie, idziesz ze mną na Sylwestra?
-A mam inny wybór?- pytam z nadzieją.
-Nie.
-No właśnie, to co się głupawo pytasz.
-Czyli się zgadzasz?
-Raczej nie inaczej.- miałaś powiedzieć nie! Déjà vu, idź w cholerę!



Zaś jak głupia zgodziłam się na pojechanie gdzieś z Łukaszem. Tyle że tym razem to Sylwester z jego znajomymi. Tyle dobrze, że Klaudia wraz z Fabim będą, bo inaczej coś bym sobie zrobiła. Cholera jasna, czemu ja nie jestem asertywna? A tym bardziej przy Kadziewiczu? To ludzkie pojęcie przechodzi...

Mam mało czasu, bo oczywiście musiałam być an zakupach z Łukaszem. Fajnie, że wszystko mi funduje, ale sama też sobie umiem coś kupić. Wcisnęłam się we wcześniej zakupioną sukienkę i do tego buty również zafundowane, przez pana siatkarza.

Czasu coraz mniej, a ja nadal nie jestem gotowa. Latam po domu jak głupia, byleby wyrobić się w czasie. Z włosami praktycznie nic nie robiłam, tylko spięłam. Z makijażem się trochę na męczyłam, ale efekt mi się podoba. W sumie jestem już gotowa, teraz tylko czekam na Łukasza. Po jakimś czasie zjawia się w domu i wita mnie namiętny pocałunkiem.

- Ślicznotka z ciebie, nie wiem czy wiesz?

- Uświadamiasz mi to codziennie.

- Mam tylko takie jedno pytanko... czy ta sukienka nie jest zbyt krótka?

- Pieprz się.

- Z tobą zawsze.- odpowiada z uśmiechem na twarzy. Idziemy do taksówki, która podwozi nas do wyznaczonego klubu. Kiedy wchodzimy do niego widzimy już gromadkę siatkarzy, którzy przyszli świętować Nowy Rok. Sama znane twarze. Mój entuzjazm jest porównywalny do zachwytu, gdy ogłaszają kolejny odcinek „Mody na sukces”.

Widzę Fabiana z Klaudią, czyli jest okej. Potem Paweł wraz ze swoją żoną. Wszyscy przedstawiają się mojej osobie, a ja im również. O godzinie 22.30 po wypiciu kilku głębszych zaczyna się zabawa. W obroty bierze mnie Krzysiek Wierzbowski. Chłopak ma smykałkę do tańca... albo po prostu po wypiciu trunku umie się zabawić. Cholera wie, ważne że fajnie się z nim tańczy. Potem tańczę z Pawłem, którym już rzygam. Cały czas ze mną gada, zamiast interesować się swoją żoną. Jednakże wkurzyłam się i zwróciłam mu uwagę, a dokładniej mówiąc „Obok ciebie siedzi twoja żona, a ty gadasz z dziwką. Tak dalej Paweł!”. Jego żona- Kasia- zaczęła się śmiać i mówiła, abym tak surowo siebie nie oceniała. Ciekawe co by powiedziała, gdyby znała prawdę...

Po jakimś czasie wszyscy zaczęliśmy się zbierać na dworze. Odliczaliśmy sekundy do Nowego Roku. Kiedy wybiła godzina 0:00 na niebie rozbłysły się różnorodne fajerwerki.

- Kocham cię, Marcelina.- usłyszałam przy moim uchu. Obróciłam się do Kadziewicza i wpiłam się w jego usta.

- Ja ciebie też.

- To się cieszę.- usłyszałam w odpowiedzi i wtuliłam się w niego. Potem podeszli do nas Klaudia z Drzyzgą. Życzyli nam wszystkiego co najlepsze, my im też. Jednakże ja zrobiłam coś czego nigdy w życiu nie uczyniłabym.

- Fabian, nie przepadamy za sobą, ale chcę żeby w tym roku między nami była sztama. I żeby ciągnęło to się przez całe życie. To jak?- wyciągnęłam do niego dłoń,a on mnie przytulił. Po chwili skradł mi całusa w policzek.

- Sztama.



Bawiliśmy się w tym klubie do dobrej 4 nad ranem. Ekipa z którą tam byliśmy była nieziemska. Zresztą inni goście w tym klubie także byli wspaniali. Podeszli do nas, zagadali i spędzali z nami czas. To był chyba najbardziej udany Sylwester w moim życiu. Tak jak sobie obiecywała, nie piłam. Byłam w miarę trzeźwa, więc pojechałam do mieszkania Kadziewicza. Dlaczego, zapytacie. Otóż pan siatkarz był za przeproszeniem tak najebany, że na nogach nie umiał ustać. A ja biedna Marcelinka mu pomogłam, bo cóż mogłam uczynić? Na pastwę losu go chyba nie zostawię, co nie?

-Kotku, kochaj się ze mną. Proszę.

-Z pijakami nie śpię.- ściągam z Łukasza marynarkę i wszystko po kolei. Zostawiam go tylko w bokserkach i ciągnę do sypialni.

-Ale czemu, dzióbku. Przecież ja cię tak kocham...

-Kadziewicz, nie wkurzaj mnie tylko idź spać.- mówię spokojnie. Jednak mam na niego wielką ochotę, ale z alkoholikiem nie sypiam, przykro mi.

-A będziesz przy mnie?

-Cały czas, tylko błagam idź spać.

-To połóż się koło mnie, bo nie zasnę...

-Dasz mi się rozebrać?

-Nie. Sam cię rozbiorę.- już wstaję z łóżka i chwiejnym krokiem do mnie podchodzi. Odpycham go, a on zaś ląduje na łóżku.

-Sama sobie poradzę. Idź spać.

-Marcela...

-Czego?!- krzyczę, a on jak małe dziecko skula się. Aha. Fajnie.- Idź spać, albo już nigdy nie będzie seksu, jasne?

-Mhm.- odpowiada i kładzie się na poduszce, po czym zasypia. W spokoju mogę zadzwonić do mojej kuzynki, gdyż jej narzeczony też najebał się w trzy dupy... i to są niby sportowcy.

-Klauduś, żyjesz

-Ja tak, ale Fabian umiera...

-Czemu?

-Za dużo procentów we krwi.

-Normalka. Ale dałaś radę go donieść na górę?

-Tak, dałam. Tyle, że cały czas wygadywał mi jakieś brednie... co alkohol robi z człowiekiem.

-Wiem coś o tym.- sama byłam w takiej sytuacji,a el to tylko szczegół. Nie musisz o tym wiedzieć, kuzynko.- Łukasz też wygadywał głupstwa. Taki typ człowieka...

-Chyba, że dodali coś do tych wódek.

-Może, może. Dobra ja idę spać, do dzisiaj.- Klaudia się zaśmiała.

-Pa śpiochu.- rozłączyłam się, po czym położyłam się na łóżku w sypialni Łukasza. On już smacznie chrapał, a ja nie umiałam zasnąć. Leżałam, a powieki ani trochę nie drgnęły. Przytuliłam się do Kadziewicza i od razu odleciałam. Magia!


~*~*~
Eloelo, trzy dwa zero! 
Maniek, jak zwykle nie umie dodać rozdziału na czas. Ale ja wszystko zwalam na moich znajomych, którzy zabierają mi cenny czas! Wszyscy wraz ze mną mają wakacje. Więc mnie częściej w domu nie ma niż jestem. ;3 Ale tak czy inaczej oddaje wam dupiaty rozdział. Dzisiaj bez Kadzia, bo wena ucieka, ale mijemy nadzieje, że powróci. ;]
Chciałabym również poinformować, że na Add me wings pojawił się nowy rozdzał i ja osobiście, serdecznie was na niego zapraszam, bo dzieje się ;D
Pozdrawiam, Maniek. Yoł!
A teraz ponownie idę topić smutki w lodach po przegranej naszych chłopców. :c Niech ten Egipski sędzie wypierdziela liczyć piasek na pustyni! 

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 11


On

Dzień za dniem mija. Mecz za meczem kończy się albo wygraną, albo porażką. Na dworze coraz bardziej daje się we znaki zimowy klimat, o świątecznym już nie wspominając, bo chyba na każdej ulicy świecą już świąteczne lampki, a centrum zawalone jest choinkami na sprzedaż. Kieruję się właśnie tam, by jedno drzewko zakupić. Nie będzie ono jednak stać u mnie w salonie, a u Marceliny, bo to właśnie ma być ta jedna z wielu niespodzianek. Kupuję jeszcze jakieś bombki, bo nie wiem, czy ma coś takiego w mieszkaniu.

Godzinę później jestem już pod jej klatką. Moja walizka czeka już w bagażniku, gdzie również za chwilę dołączy też i Twoja, ale najpierw drzewko bożonarodzeniowe. Chwytam je, zamykam samochód i udaję się pod odpowiednie drzwi. Pukam, a już po chwili drzwi się otwierają.

- Łukasz... Co to jest? - wskazujesz na drzewko. Odpowiadam, że to choinka, a ty nadal stoisz z wybałuszonymi oczami. Łapię cię za rękę i wprowadzam do salonu, uprzednio zamykając drzwi. - Ale Łukasz, po co mi choinka, skoro mamy jechać do Twoich rodziców?
- Po ty, byś poczuła się tutaj, tak jak w prawdziwym domu, a nie tylko czterech ścianach, które nic nie znaczą, a tylko zapewniają schronienie. Zapraszam do zabawy...

Dwie godziny później jesteśmy już w drodze do Dobrego Miasta. Choinka wyszła nam chyba nawet ładnie, ale to już zasługa Marceli, bo to ona kierowała moimi rękoma, siedząc mi na plecach. Dobrze, że chociaż spakowała się wcześniej, bo za dużo czasu byśmy stracili. Teraz śpi. Tak słodko, naturalnie, delikatnie... Tak jakby była z porcelany, która kosztuje krocie, a najdrobniejszy ruch może spowodować jej roztrzaskanie.  Taka właśnie jesteś Marcelino. Z pozoru twarda jak kamień, a w środku krucha jak suchy piasek pozbawiony wilgoci.

- Marcelina... Kotek, budzimy się - mówię po zaparkowaniu samochodu na zaśnieżonym podjeździe obok domu. Czyli już wiem, co będą robił wieczorem - Kotek wyskakuj, ja wyjmuję już walizki. Odpowiadasz tylko cichym "yhm", lecz nadal siedzisz w pojeździe. Podchodzę do Ciebie i patrzę w te Twoje ciemne oczy, które sprawiają wrażanie zagubionych - Będzie dobrze. Moi rodzice na pewno będą szczęśliwi, że wreszcie Cię poznają.
- Mam taką nadzieję - chwytasz mnie ufnie za ręką i powoli zmierzasz ze swoim bagażem do drzwi.
- Dzieci, na reszcie jesteście - podbiega do nas moja mama i od razu łapię z Tobą kontakt.

Rodzice są zauroczeni Zasiewską... Zasiewską...nie to nie możliwe... 

Po objedzie mama porywa Cię do kuchni pod pretekstem pomocy w przygotowaniu jutrzejszej kolacji Wigilijnej, lecz wiem, że za pewne będzie chciała Cię o wszystko wypytać. Ja ubrany w dresy, ciepłą kurtkę i buty odśnieżam z tatą podjazd.

- Musisz ją bardzo kochać, prawda synu? - nie odpowiadam  tylko kiwam głową, robiąc sobie drobną przerwę - Chyba nawet bardziej niż Gosię, jak się pobieraliście... Marcelina to na prawdę bardzo miła, ciepła i otwarta dziewczyna. Nie wiem czy zasługujesz na nią...
- Tato, proszę...
- Daj mi dokończyć... Łukasz, synku, proszę nie zepsuj tego po raz drugi.
- Tato o czym ty mówisz? - nie mam pojęcia, co oznaczają te słowa. Skąd mam niby wiedzieć, o co mu chodzi?
- O niczym synku... Walcz o nią za wszelką cenę, bo taka dziewczyna nie trafia się kilka razy w życiu, chyba, że działa wtedy przeznaczenie, które wie lepiej, co jet człowiekowi potrzebne.

Nic już nie rozumiem. Jakie przeznaczenie? Jakie nie zasługujesz? Jaka druga szansa? Przecież ja się tylko zakochałem...

Kolacja mija w podobnej atmosferze, co obiad, tyle tylko, że ja się nie udzielam. Siedzę sobie tylko i od czasu do czasu coś zjem. Cały czas myślę o tych słowach taty i kompletnie nie wiem, co one mogą znaczyć.

- Dzieci, pościeliłam Wam razem u Łukaszka w pokoju. 
- To ja dziękuję już. Pójdę wziąć kąpiel. Dobranoc państwu... - mówisz i wstajesz od stołu

Następne sekundy, potem minuty, aż w końcu godzina, przez którą nie myślę o niczym innym, niż o Tobie i słowach taty, ciągną się w nieskończoność. Te myśli nie odpuszczają nawet pod prysznicem, który bardzo szybko kończę i kładę się już w łóżku.  Nic nie pomaga. Te cholerne słowa.

Wreszcie wchodzisz do pokoju przebrana piżamę i kładziesz się obok mnie. Twoje włosy są jeszcze lekko wilgotne, ale takie pachnące, miłe w dotyku, takie delikatne. Przysuwasz się, a ja odwracam się w Twoją stronę i patrzę Ci prosto w oczy. Mimo że w pokoju panuje prawie całkowity mrok, a jedynym oświetleniem jest lampa uliczna, widzę, że znajdują się w nich takie małe dwa ogniki, których jeszcze dwa miesiące temu nie było.

- Kocham Cię skarbie - lekko dotykam Twoich ust. Po chwili przysuwasz się jeszcze bliżej i oboje zasypiamy.


Ona

Wigilia... Czas radości, spędzany zazwyczaj w rodzinnych stronach w miłym i przyjaznym towarzystwie. Jedno z najważniejszych świat w kalendarzu dla każdego Polaka, katolika, czy nawet  człowieka niewierzącego w Boga. Po prostu czas wolny, wyjątkowy, który chciałoby się, żeby trwał dłużej, lecz niestety jest inaczej.

Taka jest definicja Wigilii dla statystycznego człowieka, lecz nie dla mnie. Ja odczuwam to święto jako pustkę, samotność, smutek, wieki ból... Szósta rocznica śmierci moich rodziców, a dla mnie ten czas nadal nie jest radosny. Może to dla tego, że do tej pory nie było przy mnie kogoś, kto potrafiłby mnie w tym dniu uszczęśliwić. Może to właśnie o to w tym wszystkim chodzi?

Od rana miałam ogrom prac zleconych przez mamę Łukasza. Dziwię się jej, jak i panu  Najpierw pieczenie sernika. Trzeba było się jednak nie chwalić wczoraj przy kolacji. Następnie przygotowanie stołu na kolację, a teraz, już razem z Łukaszem, który prawie cały poranek spędził na dworze, ubieranie choinki. Chyba mamy już wprawę, bo robimy to już drugi raz razem, a następne drzewko wygląda wspaniale. 

- Dzieci, jak wy pięknie razem wyglądacie pod tą jemiołą - oboje unosimy  głowy do góry i rzeczywiście stoimy pod świątecznym symbolem miłości - Wypada się chyba teraz ładnie pocałować - Twoja mama nie daje za wygraną.
- Mamo, pozwól, że pocałuję moją dziewczynę w moim pokoju, jak się szykować do kolacji będziemy - uśmiechasz się do wszystkich i chwytając mnie za rękę, ciągniesz na górę.
- Tylko się nie spóźnijcie, bo o siedemnastej przyjeżdżają dziadkowie... - krzyczy Twój tato, ale ty nie zwracasz na to uwagi.

Gdy tylko zamykasz drzwi na klucz, od razu dopadasz do moich ust. Nie jesteś porywczy, tylko z delikatnością je całujesz, gładzą moje plecy. Czyżbyś się czegoś bał? Jeszcze nigdy tak mocno mnie nie tuliłeś... Jeszcze nigdy nie całowałeś z takim smutkiem w oczach, jakbyś miał mnie zaraz stracić... Ale przecież to ja o tym decyduję, nie ty... Ty masz tylko mnie nie rozpoznać.

- Marcelina, obiecaj mi coś, proszę - mówisz błagalnym głosem.
- Ale co mam ci obiecać? - pytam, bo kompletnie nie wiem o co ci chodzi.
- Obiecaj mi, że zawsze będzie mówić mi prawdę - tylko czy ja jestem prawdę, czy tylko Twoim złudzeniem ideału?
- Obiecuję- nie wiem, jak mogłam to powiedzieć... Nie mogę przecież teraz kłamać.
- Dziękuję - opierasz swoje czoło o moje i patrzysz w oczy - Wiem, że no to, co teraz powiem, może być za wcześnie, ale czuję, że cholernie Cię kocham... Że stajesz się najważniejsza...

Wypadało by odpowiedzieć to samo, ale przecież obiecałam ci, że nie będę Cię okłamywać, więc co mam powiedzieć? Nie mogę powiedzieć, że nic do ciebie nie czuję, bo to strasznie Cię zrani, nie mogę również powiedzieć, że dzięki Tobie żyję... Więc co mam odpowiedzieć?

- Łukasz, proszę nie wymagaj ode mnie deklaracji... Ja jeszcze tego nie wiem, ale czuję, że też zaczynam coś do Ciebie czuć... - mówię bez przekonania.

Zaczynam, czy to wszystko co działo się kilkanaście lat temu, czyli moje uczucia do ciebie zaczynają się odradzać? Czy to możliwe, że mogę Cię jeszcze kochać, ale jako tego chłopaka z przeszłości? Przecież ja Cię nienawidziłam... Właśnie... to było w czasie przeszłym. Teraz jest inaczej.

- Łukasz ja... ja chyba jednak cię kocham... - wypowiadam te słowa, i czuję, że są one w całej pewności prawdą - Kocham cię - teraz to ja łapczywie rzucam się na ciebie.
- Jestem głupkiem, który wreszcie znalazł drugą połowę siebie...

Godzinę później schodzimy już na dół do salonu. Ty ubrany w chyba najlepszy garniak, jaki masz i ja ubrana w sukienkę i wysokie szpilki, dzięki którym choć trochę mogę dorównać ci wzrostem, że spokojnie mogę patrzeć Ci prosto w oczy. Gdy jesteśmy już na dole, rozbrzmiewa dzwonek do drzwi, a Ty idziesz je otworzyć.

- Łukaszku, jakiś ty duży. Schyl się, żebym cię tu ucałować mogła - to jego babcia, którą przecież już kiedyś poznałam - O widzę, że ty nie sam... Jadwiga Kadziewicz, miło mi Cię drogie dziecko poznać - podaje mi rękę i mocno mnie przytula, jak tylko lekko uginam kolana.
- Marcelina Zasiewska, mi również - tak samo witam się również z Twoim dziadkiem Marianem.

Do Twojego rodzinnego domu przybywają również inni członkowie rodziny, jak siostra z mężem Twojej mamy, dziadkowie ze strony mamy oraz brat Twojego taty z rodziną. Wszyscy są szczęśliwi, radośni, że i mi udziela się ta atmosfera. Każdy z nas dostaję opłatek i zaczynają się życzenia.

- Marcyś, ja życzę Ci tylko, żebyś już na zawsze była szczęśliwa i żebym w Twoich oczach nadal mógł widzieć te dwa ogniki, które tak zawzięcie świecą - mówisz mi na ucho i składasz pocałunek na ustach.

Przy stole siedzimy obok siebie. Każdy z gości zachwala kuchnię Twojej Mamy oraz mój sernik. Każdy z gości próbuje każdej z dwunastu potraw. Na chwilę wychodzisz gdzieś zostawiając mnie samą. Po chwili jesteś już s powrotem, ale nie jesteś sobą... Jesteś Świętym Mikołajem. Dzieciaki mają ogromną frajdę, a ja nie mogę wytrzymać ze śmiechu, słuchając, jak próbujesz zmieniać głos... Marny z Ciebie aktor, ale za to świetny siatkarz.

- Pan Łukasz Kadziewicz to tutaj? - pytasz się, a dzieci ci odpowiadają - To poproszę do mnie jego dziewczynę - wskazujesz na mnie - Czy Łukasz był grzeczny? - pytasz, gdy siedzę już na Twoich kolanach na fotelu przy kominku.
- Oczywiście, drogi Mikołaju. Łukasz to przecież istny aniołek - śmieję się.
- To masz dziecko ten jego prezent, jak i swój, tylko pocałuj tu pięknie Mikołaja w policzek - wykonuję Twoje polecenie - A teraz Chodź ze mną drogie dziecko, odprowadzisz mnie do moich sani, które zostawiłem za dworze - ciągniesz mnie za sobą, chwytając nasze płaszcze, do drzwi, a potem do garażu.
- Więc Święty Mikołaju, tutaj są te Twoje sanie - podchodzę zalotnie do ciebie, gdy zdejmujesz przebranie i chwilowo jesteś tylko w spodniach i charakterystycznej czapce - Przystojny jest pan, panie Święty - całuję Cię lekko w klatkę piersiową.
- A nawet panienka nie wie, jaką piękną dziewczynę ma ten Święty - śmiejesz się - Wysoka, szczupła, z długimi nogami i pięknymi oczami, które świecą... Kocham cię - teraz to ty mnie całujesz - Wracajmy, bo jeszcze pomyślą, że Mikołaj Cię porwał.

Ubierasz się w koszulę, a ja pomagam wiązać ci od nowa krawat. Od zawsze nie umiałeś tego robić i nadal się nie nauczyłeś. Zakładamy nasze płaszcze i wchodzimy do domu. Wszystkim mówimy, że gdy Mikołaj już odleciał, ty wróciłeś z kotłowni i tak się spotkaliśmy. O północy stoimy oboje już w kościele. Tulisz się do moich pleców, ogrzewając je, a mi jest, tak strasznie przyjemnie... Tak jakby to już na zawsze miało być moje miejsce... Moje miejsce przy Tobie...


~*~*~
No i znowu jestem ja :)
Przepraszam, że tak jakoś długo mi to wyszło, ale jak jest wena, to trzeba korzystać, a nie chciałam rozbijać świąt na dwa rozdziały, bo to nie będzie kolejna "Moda na sukces", tylko krótka historia, która nie ma nic wspólnego z życiem rzeczywistym. 
Wiem, że nie za bardzo teraz pasuje Boże Narodzenie, ale pomysł na opowiadanie zrodził się w naszych głowach w marcu, a czekać na początek publikowania nie mogłyśmy do listopada, żeby akurat wypadło. Przepraszamy, jak coś :)
Zapraszam również na 19 rozdział na Add me wings, gdzie trochę poplątałam chyba :)
Wszelkie zaległości postaram się uzupełnić jutro, a w zasadzie to już dziś :D i przez cały następny tydzień, bo wreszcie mi się trochę zluzuje i będę mieć więcej czasu.
Pozdrawiam, 
Dzuzeppe :*


niedziela, 9 czerwca 2013

Rzodział 10


-Siemano Fabi!- krzyczę do ucha siatkarzowi. Ten podskakuje i patrzy się na mnie z mordem w oczach.
-Co ty taka w skowronkach?
-Może powiesz przynajmniej cześć. Wtedy będę się lepiej czuć.
-Cześć, pasuje?
-Jak najbardziej.
-To co ty jesteś taka szczęśliwa, hę?
-Na zakupach byłyśmy, więc się nie dziw.- odpowiada za mnie Klaudia i ciągnie mnie do sypialni.
-A co kupiłyście?- pyta Drzyzga opierając się o futrynę drzwi. Klauduchna bierze ode mnie torbę z zakupami i wyciąga z niej sukienkę
-To będzie jej sukienka na nasze wesele! Co o niej sądzisz?
-Ładna, naprawdę ładna. Ale jakoś Marceli w niej nie widzę...
-Ona i tak jeszcze z dziesięć razy zmieni zdanie.
-I tak nie wydaje mi się, że Marcelina wygląda w niej jakoś szałowo...
-Dawaj ją.- wyrwałam sukienkę z rąk mojej siostry i poszłam się w nią przebrać. Po powrocie z łazienki pokazałam się narzeczonym w tej sukience. Oboje zachwycali się moją figurą i wyglądem. Potem przebrałam się w normalne ciuchy i poszłam całej naszej trójcy zrobić kawę. W międzyczasie dostałą wiadomość od Łukasza, aby dzisiaj się spotkać. Przyjedzie po mnie o godzinie 19.00 i ma dla mnie niespodziankę. Ciekawe co to takiego...
-Słuchasz mnie?- przed oczami miga mi dłoń Fabiana.- Co ty o niebieskich migdałach myślisz?
-Nie, ja myślę o zielonych.
-Słyszałem, że z Łukaszem flirtujesz...
-Skąd wiesz?
-Od ptaszków.- mogłam się domyślić.
-Klaudia! Nie żyjesz!- wydarłam się na całe mieszkanie. Fabi miał w dupie moje krzyki i kontynuował.
-Wiesz to nic wstydliwego ani strasznego być dziewczyną siatkarza, a tym bardziej Kadziewicza.
-Dlaczego sądzisz, że jestem jego dziewczyną?
-Powiedziałaś Kladuchnie, że jesteście razem...
-Chyba! Słowo chyba zmienia postać rzeczy.
-Dla mnie różnicy nie ma.- wyszczerza się, a ja mam go dość.
-Dla mnie jest ona to duża. Zresztą ciebie najmniej powinno obchodzić z kim się spotykam, z kim flirtuje, z kim sypiam...-wycelowałam palcem w klatkę piersiową Drzyzgi.- Ciebie to najmniej powinno obchodzić chłopcze.
-Oj, nie bądź zła, Marcysiu!- wiedział, że Marcysią jeszcze bardziej mnie wkurzy, więc to powiedział.
-Nie wkurwiaj mnie młody.- zalałam wrzątkiem zmielone ziarna kawowca i ruszyłam z trzema filiżankami do salonu.
-Dziękuje.- powiedziała moja kuzynka kiedy podałam jej kawę. Rozmawialiśmy sobie w trójkę przez dobre dwie godziny. Z czasem skapnęłam się, że już czas się zbierać. Musze jakoś wyglądać jak spotkam się z Łukaszem.

Stałam przed szafą i nie wiedziałam w co się ubrać. W końcu ma dla mnie niespodziankę i nie ma bladego pojęcia czy gdzieś wychodzimy czy któryś raz z kolei będziemy chrzcić jego łożę. Zdecydowałam, że ubiorę czarne rurki i koszulę w kratę. Poszłam do toalety, aby załatwić swoje potrzeby, ale usłyszałam dzwonek do drzwi, a chwilę potem czułam wargi Kadziewicza na swoich.
-Hej Słonko! Idziemy?
-Chciałabym, ale niestety ktoś przerwał mi moją toaletę.
-Eh, cóż za nikczemny to musi być człowiek.- zaśmialiśmy się.
-Poczekaj, ja się tylko załatwi i wychodzimy.- uśmiechnęłam się i chciałam pójść do łazienki. Niestety Łukasz złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Kochanie, nie załatwiaj się.
-Co kuźwa?- pytam zdziwiona. Nie mogę się wysiusiać?!
-Po co masz się zabijać, skoro masz mnie?- po kilkunastu sekundach zrozumiałam przesłanie tych słów.
-Głupcze.- całuje go w nos i idę do łazienki. Po chwili wracam i wsiadamy do jego Audi Q7.

Jednak jedziemy do jego mieszkania. Jestem na sto procent pewna co za niespodziankę ma dla mnie Łukasz, ale nie będę zapeszać. Wchodzimy do salonu, ja siadam na kanapie włączając telewizor, a on przystaje przy blacie kuchennym. Ma zamiar zrobić herbatę, ale ja go powstrzymuje.
-Ej chłopcze, żadnego wina, drinka lub coś takiego?
-Przecież nie będziemy się codziennie upijać...
-A może ja chcę.- siada koło mnie i obejmuje mnie ramieniem.
-Co jest takiego fajnego we wlewaniu w siebie trunku?
-Nie myślisz o problemach, zapominasz o Bożym Świecie.
-Tak samo jest podczas innych rzeczy.- uśmiecha się znacząco, a ja już wiem, że nocuje u Łukasza.
-Ty tylko jedno...
-A skąd, wiesz, ze ja mam na myśli seks?
-Zazwyczaj o tym myślisz kiedy jestem obok ciebie, Kotku.
-Czy ty czasami nie czytasz mi w myślach?
-Może, może.- siadam na niego okrakiem i namiętnie go całuje.
-I to niby ja tylko o jednym.- śmieje się, a ja łącze nasze usta w pocałunek.

O dziwo nie leżę właśnie obok Kadziewicza w jego łóżku całkiem naga. Siedzę na kanapie w ubraniach. Leżę pod kocem z moim "chłopakiem", który obejmuje mnie ramieniem. Oglądamy "Incepcje" do której z wielką ochotą powracam. Leonardo w tym filmie jest fenomenalny! Facet ma talent to trzeba przyznać.
-Kochanie.- Łukasz zaczyna bawić się pasmami moich włosów. Coś chce na stówę!
-Co się dzieje?- w głowie mam najczarniejsze scenariusze...
-Strasznie cie kocham, wiesz?- nie oświadczaj się, nie oświadczaj się, nie oświadczaj się chłopie! To nie ten czas i ta osoba!
-Wiem, ja ciebie też.
-Więc zbliża się Boże Narodzenie i chciałbym, abyś pojechała ze mną do mojej rodziny. Pojedziesz?
-Oczywiście, że tak.- miałaś powiedzieć nie idiotko! Jestem debilką, ale to już wszyscy wiedzą...
-Cieszę się, ślicznotko.- całuje mnie, a ja oddaj jego namiętny pocałunek.

Yo!
Maniek - Hejooo! Rozdział do dupy i wszyscy to widzą, bo pisała go Maniek! Mam nadzieje, że nie jesteście źli za taką długość i taką fabułę? Mam kryzys w pisaniu i to widać. Oddaje to do waszej oceny c:
Liga Światowa! Nareszcie! Szkoda, że byłąm na wycieczce wtedy kiedy graliśmy pierwszy mecz z Brazylią :c Ale dzisiaj cały oglądam i miejmy nadzieje, że wygramy! :] Teraz tylko czekamy na Spodek. Więc nie zdziwcie się jak po meczu zostanie z niego popiół... .
Dzuzeppe - Zapraszam was bardzo serdecznie na nowy rozdział na Add me wings. Z góry przepraszam za zaległości na waszych blogach, ale w tym tygodniu wszystko nadrobię, obiecuje ;]
Pozdrawiamy ♥